facebook
🎁 Walentynkowa zniżka 5% | Zyskaj dodatkowe 5% zniżki także na już przecenione produkty! | KOD: LOVE26 📋
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Mikroplastiki w gospodarstwie domowym powstają częściej, niż myślisz, i można je ograniczyć nawet be

Mikroplastiki to słowo, które w ostatnich latach zadomowiło się tak samo jak plastikowe pojemniki w kuchennej szufladzie. Jednak w przeciwieństwie do nich ich nie widzimy, i właśnie dlatego tak trudno z nimi negocjować. Kiedy mówimy mikroplastiki w domu, wielu ludzi wyobraża sobie głównie kosmetyki lub brokat, ale rzeczywistość jest znacznie szersza: drobne cząsteczki plastiku powstają podczas codziennego użytkowania rzeczy, które mamy w domu od lat, i uwalniają się do środowiska często niezauważone. Tymczasem nie jest to kwestia marginalna – mikroplastiki zostały znalezione w wodzie morskiej, glebie, żywności i w powietrzu w pomieszczeniach. Pytanie zatem nie brzmi, czy człowiek się z nimi spotka, ale gdzie i dlaczego powstają oraz jak je ograniczyć, aby było to wykonalne nawet w normalnym, zabieganym życiu.

Aby było jasne: mikroplastiki to ogólnie cząsteczki plastiku mniejsze niż 5 milimetrów. Część z nich była wytwarzana celowo (typowo mikrokuleczki w niektórych starszych produktach kosmetycznych), ale większość powstaje przez rozkład i ścieranie większych plastików – czyli dokładnie to, co dzieje się podczas prania, sprzątania, używania tkanin, opakowań lub na przykład przyborów kuchennych. I właśnie tutaj dom staje się małą „fabryką" drobnych cząsteczek, które następnie trafiają do odpadów, powietrza lub wody.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Gdzie mikroplastiki w domu powstają najczęściej i dlaczego

Jednym z największych źródeł są zaskakująco syntetyczne tekstylia. Polar, poliester, nylon czy elastan – materiały, które są przyjemne, elastyczne i szybko schną – podczas noszenia i prania uwalniają drobne włókna. Właśnie pranie jest krytycznym momentem: strumień wody, tarcie i odwirowywanie potrafią „wyczesać" z tkaniny mikrowłókna, które spływają do ścieków. Oczyszczalnie ścieków co prawda zatrzymują część z nich, ale nie w 100%, a ponadto zatrzymany osad jest często dalej wykorzystywany (np. w rolnictwie), co sprawia, że cząsteczki mogą wracać do środowiska. O problemie mikrowłókien z prania często pisze się także w kontekstach naukowych; dobry przegląd ramowy oferuje na przykład program ONZ ds. środowiska (UNEP) dotyczący plastiku i mikroplastików, który podsumowuje, dlaczego prewencja jest tak ważna.

Kolejnym rozdziałem są plastikowe opakowania i naczynia, które w kuchni są wielokrotnie podgrzewane, myte i mechanicznie obciążane. Im starszy, bardziej porysowany i częściej narażony na ciepło plastik, tym łatwiej uwalniają się z niego drobne cząsteczki. To nie oznacza, że każda plastikowa skrzynka jest od razu „zła", ale warto zrozumieć konteksty: ciepło i mechaniczne zużycie są kluczowe dla uwalniania cząsteczek. Podobnie problematyczne mogą być także niektóre rodzaje naczyń z powłoką nieprzywierającą, jeśli powierzchnia jest uszkodzona i się łuszczy – tutaj nie chodzi już tylko o wygodę gotowania, ale także o to, co może dostać się do jedzenia.

Mikroplastiki mogą się uwalniać także z rzeczy, które na pierwszy rzut oka nie wydają się podejrzane: gąbki do naczyń, niektóre syntetyczne ściereczki, tanie plastikowe szczotki, ale także dekoracje i drobiazgi z miękkiego plastiku. W łazience dochodzi jeszcze mieszanka produktów i materiałów: jednorazowe maszynki do golenia, plastikowe opakowania, syntetyczne tekstylia (ręczniki i dywaniki łazienkowe z dodatkiem poliestru), a także kurz. Tak, także kurz domowy jest ważny – część mikroplastików bowiem rozprzestrzenia się w powietrzu i osiada na powierzchniach. W pomieszczeniach mogą się uwalniać cząsteczki z tkanin, dywanów, zasłon, tapicerki lub z piankowych wypełnień.

Ciekawe jest, że mikroplastiki w domu nie powstają tylko „nowo", ale często są do niego także wnoszone: w opakowaniach żywności, na ubraniach ze sklepów, w kurzu z zewnątrz, lub na przykład w zwykłych przedmiotach codziennego użytku. A potem jest jeszcze jedno silne źródło, które w kontekście domowym często jest wspominane raczej marginalnie: woda. Mikroplastiki znaleziono także w wodzie pitnej w różnych częściach świata; sytuacja różni się w zależności od źródła i uzdatniania wody. Orientacyjny kontekst dla obecności mikroplastików w wodzie i łańcuchu pokarmowym oferuje na przykład Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), który zajmuje się tym tematem z perspektywy ryzyka i niepewności.

Dlaczego mikroplastiki są szkodliwe i dlaczego mówi się o nich coraz więcej

W przypadku mikroplastików często spotykają się dwie rzeczy: wysoki stopień niepewności (ponieważ badania są stosunkowo młode i metody się rozwijają) oraz jednocześnie silne powody do ostrożności. Mikroplastiki są problemem już tylko dlatego, że są praktycznie wszechobecne i długotrwale się utrzymują. W przyrodzie nie rozkładają się „do zera", raczej stopniowo kruszą się na jeszcze mniejsze cząsteczki. A im mniejsze cząsteczki, tym łatwiej mogą się rozprzestrzeniać i potencjalnie przenikać do organizmów.

Szkodliwość jest zwykle opisywana na kilku poziomach. Pierwszy jest czysto fizyczny: cząsteczki mogą drażnić tkanki lub gromadzić się w przewodzie pokarmowym zwierząt. Drugi poziom jest chemiczny: plastiki mogą zawierać różne domieszki (barwniki, zmiękczacze, stabilizatory) i jednocześnie mogą wiązać w środowisku inne substancje. Trzeci poziom jest systemowy: mikroplastiki są symptomem nadprodukcji i zużycia plastiku oraz ich niekończącego się cyklu pomiędzy domem, odpadami, wodą i glebą.

W skali domowej ludzi często najbardziej interesuje, co to oznacza dla zdrowia. Instytucje naukowe są ostrożne w kategorycznych stwierdzeniach, ponieważ u ludzi wciąż zbierane są dane o długoterminowych skutkach i o tym, jaką rolę odgrywa wielkość cząstek, sposób ekspozycji (wdychanie vs. spożywanie) oraz całkowite obciążenie. Mimo to obowiązuje rozsądna zasada: jeśli jest możliwe ograniczenie zbędnych źródeł, ma sens to zrobić – tym bardziej, gdy działania często przynoszą też inne korzyści (mniej odpadów, oszczędność pieniędzy, czystszy dom, dłuższa żywotność rzeczy). Jak się czasem mówi: „Nie chodzi o doskonałość, ale o kierunek."

Aby to nie była tylko teoria, wystarczy krótki przykład z codziennego życia. W jednym gospodarstwie domowym przez kilka miesięcy zastanawiano się, dlaczego na ciemnych meblach ciągle pojawia się drobny kurz, mimo że regularnie się sprząta. Ostatecznie okazało się, że głównym „winowajcą" był starszy dywan z syntetyki w połączeniu z kocem z polaru, który często ocierał się o kanapę. Po wymianie dywanu na naturalny materiał i zmianie sposobu prania polaru (rzadziej, delikatniejszy program, pełny bęben) ilość kurzu zauważalnie się zmniejszyła. To nie było laboratoryjne pomiar mikroplastików, ale praktyczne doświadczenie: gdy ogranicza się tarcie i uwalnianie włókien, dom jest po prostu czystszy – a to efekt, który człowiek zauważa od razu.

Jak ograniczyć mikroplastiki w domu i jak się ich pozbyć w praktyce

Dobrą wiadomością jest to, że wskazówki dotyczące ograniczenia mikroplastików w domu nie muszą oznaczać radykalnej zmiany życia. Często to kwestia kilku nawyków i mądrzejszych wyborów podczas zakupów lub utrzymania. Ważne jest, aby skupić się na miejscach, gdzie powstaje największe obciążenie: pranie, sprzątanie, kuchnia i łazienka.

W praktyce działa prosta zasada: mniej plastiku, mniej tarcia, mniej ciepła na plastiku. W przypadku odzieży duży wpływ ma już samo to, że syntetyki są prane delikatniej. Pomaga pranie w niższej temperaturze, wybieranie delikatniejszych programów, nie przestawianie odwirowywania na ekstremalne poziomy i przede wszystkim pranie z pełnym bębnem (ponieważ mniejsze tarcie między kawałkami odzieży może zmniejszyć uwalnianie włókien). Kto chce pójść jeszcze dalej, może wykorzystać specjalne worki lub filtry na mikrowłókna; ich skuteczność się różni, ale jako praktyczna bariera mają sens, szczególnie w przypadku polaru i odzieży sportowej. Warto także zastanowić się przy zakupach: naturalne materiały takie jak bawełna, len czy wełna nie są co prawda bez wpływu, ale z punktu widzenia mikroplastików nie dodają do wody plastikowych włókien. A gdy syntetyki mają sens (na przykład w przypadku warstw funkcyjnych), warto wybierać bardziej jakościowe rzeczy o dłuższej żywotności, ponieważ zużycie jest jednym z głównych czynników wyzwalających uwalnianie cząsteczek.

W kuchni warto zwrócić uwagę przede wszystkim na kontakt plastiku z ciepłem. Podgrzewanie jedzenia w plastiku (szczególnie w mikrofalówce) to zbędne ryzyko nie tylko z powodu mikroplastików, ale także dlatego, że ciepło ogólnie przyspiesza starzenie się materiału. Bez dużych inwestycji pomoże przejście na szkło, stal nierdzewną lub ceramikę tam, gdzie się podgrzewa i przechowuje ciepłe jedzenie. W przypadku plastikowych pojemników dobrze jest wyeliminować te, które są porysowane, matowe lub zdeformowane – to zwykle sygnał, że materiał już się zużył. Podobnie z przyborami kuchennymi: plastikowe łopatki i łyżki z czasem się zużywają, a jeśli widać na nich „obgryzienie" czy zmiękczenie, lepiej je wymienić na drewniane, stal nierdzewną lub wysokiej jakości silikon przeznaczony na wysokie temperatury.

W łazience i podczas sprzątania często można wiele zdziałać prostą zamianą drobiazgów. Syntetyczne gąbki i jednorazowe ściereczki szybko się kruszą, podczas gdy naturalne alternatywy (gąbki celulozowe, szczotki z naturalnych włókien, bawełniane lub lniane ściereczki) mają dłuższą żywotność i mniej „uwalniają" plastikowe cząsteczki. Podobnie kosmetyki bez zbędnych plastikowych mikrocząsteczek są dziś już standardem – w UE zamierzone dodawanie mikrokulek w niektórych produktach jest ograniczone, ale nadal warto czytać skład i wybierać produkty, które są bardziej przyjazne dla cieków wodnych. Dodatkowo, przejście na mydła w kostce, szampony czy środki czystości w opakowaniach do uzupełniania zmniejsza także ilość plastikowych opakowań, które z czasem zmieniają się w kolejne odpady.

A co oznacza „jak się pozbyć mikroplastików", gdy już są w domu? Całkowicie ich uniknąć się nie da, ale można zmniejszyć ich ilość w powietrzu i kurzu. Pomaga regularne wietrzenie, odkurzanie jakościowym odkurzaczem (najlepiej z efektywną filtracją) i wycieranie na mokro, ponieważ suche wycieranie może raczej wzniecać cząsteczki. W przypadku tkanin warto ograniczyć zbędne „włochate" syntetyki w miejscach, gdzie dużo się siedzi i rusza – na przykład koce na kanapie, które codziennie ocierają się o ubrania. Gdy już są w domu, warto przynajmniej prać je rozważnie i unikać przesuszania w suszarce na wysokie temperatury, jeśli nie jest to konieczne.

Dla szybkiej orientacji wystarczy trzymać się kilku kroków, które są wykonalne nawet bez dużego planowania:

Praktyczne wskazówki, jak ograniczyć mikroplastiki w domu

  • Perz syntetyki delikatniej: niższa temperatura, delikatniejszy program, pełny bęben, rozsądne odwirowywanie; w przypadku polaru rozważ worek lub filtr na mikrowłókna.
  • Nie podgrzewaj jedzenia w plastiku i lepiej wyrzuć porysowane plastikowe pojemniki; do ciepłego jedzenia używaj szkła lub stali nierdzewnej.
  • Zamień drobiazgi do sprzątania: zamiast kruszących się syntetycznych gąbek wybierz naturalne szczotki, celulozę, bawełnę lub len.
  • Ogranicz „włochate" syntetyki w salonie (koce z polaru, tanie sztuczne narzuty), gdzie się dużo ocierają i kurzą.
  • Sprzątaj tak, aby kurz się nie unosił: odkurzanie i wycieranie na mokro, regularne wietrzenie.

Całe zagadnienie ma jeszcze jeden wymiar, który czasem się gubi: mikroplastiki nie są tylko „winą" jednostki. Są skutkiem tego, jak ustawiona jest produkcja, opakowania, dostępność materiałów i to, co uważa się za normalną konsumpcję. Tym bardziej istotne jest to, że zmiany na poziomie gospodarstwa domowego są realnie osiągalne i często mają natychmiastowy efekt – mniej jednorazówek, mniej kurzu, mniej zbędnego plastiku w kuchni. A jeśli do tego dojdzie jeszcze nacisk na lepsze produkty i lepsze rozwiązania systemowe, tworzy to sensowny kierunek.

Może na końcu najpraktyczniej jest zadać sobie proste pytanie: czy naprawdę potrzeba, aby wszystko w domu kręciło się wokół plastiku, który szybko się zużywa? W wielu przypadkach wystarczy kilka zamianszklany pojemnik zamiast plastikowego, drewniana szczotka zamiast kruszącej się gąbki, lepsza odzież zamiast szybkiej syntetyki – a mikroplastiki przestaną być abstrakcyjnym straszakiem. Staną się tylko kolejnym powodem, by wybrać rzeczy, które trwają dłużej i w domu działają spokojniej oraz czyściej.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk