facebook
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Zrównoważony rozwój i zero waste w domu zaczyna się od tego, co przestaniesz kupować.

Zakupy bywają niezauważalne: „tak po prostu” dodane do zwykłych zakupów, wypełniają wolną chwilę na e-sklepie lub stają się małą nagrodą po ciężkim dniu. Jednak te drobnostki potrafią się zsumować do zaskakujących kwot i pełnych szafek, które już nie można zamknąć. I tak coraz częściej powraca pytanie, które brzmi prawie prowokacyjnie: co właściwie nie trzeba kupować, nawet jeśli na półce wygląda to nieodparcie? W kontekście zrównoważonego rozwoju i zero waste w domu nie chodzi o to, by „nie mieć nic”, ale raczej o to, by mieć mniej rzeczy, które szybko stają się odpadami – i więcej takich, które mają sens na dłuższą metę.

Ciekawe jest, że ograniczenie niepotrzebnych zakupów często nie oznacza życia w niewygodzie. W przypadku wielu rzeczy nic dramatycznego się nie stanie: dom będzie działał dalej, tylko będzie trochę spokojniejszy, bardziej przejrzysty i tańszy. A czasem zdarza się nawet coś miłego – okazuje się, że mniej rzeczy oznacza mniej decyzji, mniej sprzątania i mniej „gdzie to znowu schować”.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

10 rzeczy, które można przestać kupować – i świat się nie zawali

Poniższa lista nie dotyczy perfekcjonizmu ani tego, że ktoś powinien kierować się dogmatami. To raczej praktyczny wybór tego, co często jest źródłem odpadów, zbędnych wydatków i zapasów w szufladach w domach. Traktuj to jako inspirację: wypróbuj, co pasuje, a resztę odpuść.

1) Jednorazowe chusteczki i ręczniki papierowe „do wszystkiego"

Ręczniki papierowe są wygodne, ale często używane są tam, gdzie wystarczyłaby ściereczka. Kiedy w domu przejdzie się na kilka dobrze chłonnych tkanin (czy to z bawełny, bambusa czy z recyklingu), zużycie jednorazowego papieru może znacznie spaść w ciągu tygodnia. Nie oznacza to rezygnacji z higieny – tylko przesunięcie nawyku: wytrzeć i wyprać.

W praktyce jest to zaskakująco proste. Wystarczy mieć „stanowisko”: koszyk z czystymi ściereczkami i obok pojemnik na zużyte. Nagle zero waste w domu nie odbywa się w teoriach, ale w codziennej rutynie.

2) Plastikowe torby na drugie śniadanie i woreczki do kuchni

Ile woreczków zużywa się na jedno drugie śniadanie, resztki jedzenia czy owoce do szkoły? Tymczasem istnieją pojemniki, woskowane chusteczki czy wielokrotnego użytku woreczki, które wystarczą na lata. Gdy przestaje się kupować plastikowe torby, nic się nie dzieje – tylko przestaje się wyrzucać coś, co służyło kilka minut.

W tym przypadku pięknie widać, że porady dotyczące rozsądnych zakupów bez zbędności nie polegają na wyrzeczeniu się, ale na wymianie jednorazowego na wielokrotnego użytku.

3) Płyn do płukania i „zapachy do prania" jako konieczność

Wiele osób ma zakodowane, że pranie musi pachnieć „na odległość”. Jednak płyn do płukania nie jest konieczny i niektórym materiałom (ręcznikom, odzieży technicznej) nawet szkodzi, ponieważ zmniejsza chłonność. Jeśli zrezygnuje się z płynu do płukania, pranie będzie równie czyste. Zapach można rozwiązać bardziej ekologicznie: dobrze wysuszyć, przewietrzyć, ewentualnie użyć niewielkiej ilości naturalnych perfum do tkanin.

Dla kontekstu warto śledzić również zalecenia publicznych instytucji dotyczące substancji chemicznych w domu, na przykład informacje Europejskiej Agencji Chemikaliów ECHA – wtedy łatwiej zrozumieć, dlaczego czasami mniej oznacza naprawdę więcej.

4) Jednorazowe maszynki do golenia

Jednorazowa maszynka to typowa pozycja, w której niepotrzebne zakupy maskują się niską ceną. Jednak w sumie (i w odpadach) jest to drogie rozwiązanie. Alternatywą jest klasyczna maszynka do golenia z wymiennymi ostrzami lub maszynka bezpieczeństwa. Wynik? Golenie działa dalej, tylko nie kupuje się plastiku za każdym razem na nowo.

A przy okazji – to jedna z tych zmian, które w domu często doceniają nawet osoby, które na co dzień nie interesują się zrównoważonym rozwojem. Ponieważ oszczędzają pieniądze i jednocześnie upraszczają zakupy.

5) Żele pod prysznic w jednorazowych butelkach (gdy może być mydło w kostce)

Żel pod prysznic jest przyjemny, ale jego opakowanie to prawie zawsze kolejny plastik. Mydła w kostce i szampony w kostce dziś nie są „retro kostką”, która wysusza skórę. Wręcz przeciwnie, istnieją wersje dla wrażliwej skóry i dla dzieci. W łazience zmniejsza się ilość plastiku, a często także chaos z otwartych butelek.

Kto kiedykolwiek miał łazienkę, gdzie na brzegu wanny piętrzy się pięć w połowie pełnych żeli, wie, jak wyzwalające jest mieć jedną rzecz, która po prostu się zużywa.

6) Odświeżacze powietrza i „zapachy do gniazdka”

Zapach do mieszkania sprzedaje się jako szybka poprawka atmosfery, ale często tylko przykrywa to, co można by rozwiązać wietrzeniem, praniem tkanin lub wyrzuceniem śmieci. Przestać kupować odświeżacze powietrza zazwyczaj oznacza jedno: wrócić do przyczyny. A gdy celem jest zrównoważony dom, jest to właściwie dobra wiadomość.

To także dobry test: jeśli w domu jest przewietrzone, a nadal trzeba „coś przebić”, może czas sprawdzić kosz na śmieci, syfon lub wilgotne ręczniki. Nie jest to tak atrakcyjne jak zapach „tropikalnego raju”, ale działa.

7) Specjalne „środki czyszczące do wszystkiego” w dziesięciu wariantach

Środek do kuchni, środek do łazienki, środek do szkła, środek do podłogi… i jeszcze jeden „ekstra mocny”. Wiele gospodarstw domowych stopniowo odkrywa, że dużą część sprzątania można zrealizować za pomocą mniejszej liczby środków – najlepiej takich, które są przyjazne dla środowiska i domu. Nie chodzi o sprzątanie gorzej, ale mądrzej.

Kto chce mieć w tym pewność, może kierować się także niezależnymi certyfikatami. Sensowny przegląd typów ekologicznych znaków oferuje na przykład EU Ecolabel. Nie mówi, co „musi” ktoś kupić, ale pomaga odróżnić marketing od standardu.

8) Woda butelkowana „na wszelki wypadek”

W wielu polskich miastach woda z kranu jest dobrej jakości i regularnie kontrolowana. Informacje o jakości wody często są dostępne w zakładach wodociągowych lub w przeglądach administracji publicznej; ogólne ramy nadzoru nad wodą pitną opisuje na przykład Światowa Organizacja Zdrowia. Jeśli woda w domu jest w porządku, zakup wody butelkowanej często okazuje się nawykiem, a nie koniecznością.

Oczywiście, niektórzy ludzie mają problemy z smakiem lub starymi instalacjami – nawet wtedy jednak istnieją rozwiązania typu dzbanki filtrujące lub filtry na kran. Punkt jest prosty: butelki plastikowe można znacznie ograniczyć, nie żyjąc „na sucho”.

9) Dekoracje i „sezonowe drobiazgi”, które nie mają gdzie pójść

Jedna latarnia, druga latarnia, trzeci świąteczny skrzat, czwarty wazon. Dekoracje są piękne, ale często kupowane impulsywnie – a potem stają się pudełkiem w piwnicy. Przestać kupować drobne dekoracje nie oznacza mieć sterylny dom. Oznacza to wybieranie rzeczy, które mają prawdziwą wartość: albo długo wytrzymają, albo mają historię, albo są ręcznie robione i będą używane przez lata.

Tu przydaje się jedno proste zdanie, które czasem warto sobie przypomnieć: „Najczystszy odpad to ten, który w ogóle nie powstaje." W zrównoważonym rozwoju to niemal uniwersalna zasada – a w przypadku dekoracji obowiązuje podwójnie, ponieważ ich „żywotność” jest najkrótsza.

10) „Rezerwowe” rzeczy, które kupuje się ze strachu, a nie z potrzeby

To jest najmniej widoczna pozycja, a jednak często najdroższa. Drugie nożyczki, trzecia butelka szamponu „na zapas”, kolejny kubek, bo był w promocji. Wynik? Dom jest pełny, pieniądze znikają, a paradoksalnie rośnie poczucie, że „ciągle trzeba sprzątać”.

Spróbuj zauważyć różnicę między zapasem (który ma sens w przypadku rzeczy, które rzeczywiście się zużywają) a gromadzeniem (które powstaje z niepewności lub z marketingu). W przypadku wielu rzeczy obowiązuje zasada, że jeśli się ich nie kupi teraz, można je ewentualnie kupić później – i bardzo często okazuje się, że to „później” nigdy nie następuje.

Zrównoważony rozwój i zero waste w domu: nie chodzi o perfekcję, ale o spokój

Kiedy mówi się o zero waste w domu, czasami brzmi to jak konkurs na najmniejszy kosz na śmieci. Jednak w rzeczywistym życiu jest to raczej zbiór drobnych decyzji, które zmniejszają nacisk na portfel i na przestrzeń w domu. A także na głowę. Rzeczy bowiem to nie tylko rzeczy: każda z nich potrzebuje miejsca, opieki, uwagi, a w końcu sposobu, jak się jej pozbyć.

Dobrze to widać na zwykłej sytuacji z typowego tygodnia. Rodzina zatrzymuje się po pracy w supermarkecie „tylko po kilka rzeczy”. W koszyku ląduje pieczywo, mleko, owoce – a potem jeszcze paczka ręczników papierowych, nowy odświeżacz powietrza, dwie butelki żelu pod prysznic w promocji i plastikowe woreczki na drugie śniadanie, bo poprzednie się skończyły. Na paragonie nie wygląda to dramatycznie, ale w domu dodaje się kolejna torba rzeczy, które będą składowane, a później wyrzucane. Jeśli z tego wybierze się tylko jedną zmianę – na przykład zastąpienie ręczników papierowych ściereczkami i plastikowych woreczków pojemnikiem – kolejny zakup automatycznie się zmniejsza. I to jest dokładnie ten rodzaj efektu, który jest najbardziej praktyczny w zrównoważonym rozwoju: jedna mała zmiana uruchamia łańcuch kolejnych oszczędności, bez większego wysiłku.

Dodatkowo, tym samym subtelnie wzmacnia się umiejętność, której dziś brakuje wielu gospodarstwom domowym: sztuka rozróżniania potrzeby od impulsu. Nie jest to dyscyplina moralna, raczej nowy nawyk. A ten najlepiej buduje się na rzeczach, które są łatwe – czyli na tym, co można przestać kupować i nic się nie stanie.

Porady na rozsądne zakupy bez zbędności, które działają nawet w gorącym tygodniu

Kiedy człowiek jest zmęczony, żadna wielka filozofia nie pomoże. Pomaga system, który oszczędza energię. I właśnie tutaj można zrównoważony rozwój uchwycić bardzo praktycznie – jako sposób na krótsze zakupy i bardziej przejrzysty dom.

Jedną z najprostszych zasad jest zrobienie przerwy czasowej przy rzeczach, które nie są niezbędne. Nie trzeba tego komplikować: wystarczy powiedzieć sobie, że cokolwiek poza listą kupi się następnym razem. Często okazuje się, że „następnym razem” już nie jest to takie ważne. A jeśli jest, kupuje się to z spokojną głową.

Kolejna przydatna wskazówka to obserwowanie „cichych miejsc” w domu, gdzie rzeczy się gromadzą: szafka pod zlewem, szuflada w łazience, półka w spiżarni. Gdy zaczyna się tam tworzyć nadmiar, to sygnał, że kupuje się coś dodatkowego. Zamiast kolejnego zakupu warto zużyć otwarte opakowanie, doprowadzić do końca to, co zaczęte, i dopiero potem uzupełnić. Brzmi to banalnie, ale właśnie w ten sposób w praktyce ogranicza się niepotrzebne zakupy – co można ograniczyć bez wielkich przemówień.

A potem jest jeszcze jeden niepozorny trik: uprościć sobie podejmowanie decyzji, wybierając „jedną dobrą opcję” i trzymając się jej w domu. Jeden rodzaj ekologicznego środka do naczyń, jeden rodzaj mydła, jeden rodzaj środka do prania. Kiedy z zakupów znika ciągłe porównywanie dziesięciu możliwości, zmniejsza się także impuls „wypróbować jeszcze to”. Zakup jest szybszy, a do domu nie przynosi się eksperymentów, które potem pozostają nietknięte.

Jeśli w tym wszystkim kryje się jakaś wspólna nić, jest to proste pytanie: Czy naprawdę to poprawi życie w domu, czy tylko na chwilę wypełni puste miejsce w koszyku? Czasami odpowiedź jest zaskakująco wyzwalająca. A kiedy raz na jakiś czas kupi się coś ładnego, co ma jakość i wytrzyma, działa to zupełnie inaczej niż stos drobiazgów.

Zrównoważony rozwój nie musi być głośny ani ostentacyjny. Często wygląda jak zwykły dom, gdzie mniej się wyrzuca, mniej sprząta i bardziej wykorzystuje to, co już jest w domu. A jeśli doda się do tego trochę ciekawości i gotowości do wypróbowania drobnej zmiany, jest całkiem możliwe, że „ograniczanie” stanie się nowym standardem – takim, który jest przyjemny dla domu, portfela i planety.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk