facebook
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Istnieje szczególny rodzaj frustracji, który zna tylko ten, kto próbował piec chleb na zakwasie i po trzeciej nieudanej próbie rzucił ścierką w kąt. Ciasto nie wyrosło, miękisz przypominał cegłę, skórka miała kolor księżycowego pyłu – a przy tym całe mieszkanie pachniało tą cudowną wonią, która obiecywała coś zupełnie innego. Jeśli to brzmi znajomo, jest dobra wiadomość: problem prawie nigdy nie polega na tym, że ktoś nie ma talentu do pieczenia. Problem tkwi zwykle w kilku konkretnych, łatwych do naprawienia rzeczach, o których klasyczne przepisy albo nie wspominają, albo zbywają je jednym zdaniem.

Pieczenie chleba na zakwasie przeżywa w ostatnich latach renesans, i to nie tylko wśród food blogerów, ale także w zwykłych gospodarstwach domowych. Według danych z Google Trends zainteresowanie domowym chlebem na zakwasie eksplodowało podczas pandemii w 2020 roku i od tego czasu utrzymuje się na stabilnie wysokim poziomie. Ludzie chcą wiedzieć, co jedzą, chcą wrócić do wolniejszego sposobu przygotowywania jedzenia i chcą tego nieopisanego uczucia, gdy wyciągają z piekarnika bochenek z chrupiącą skórką i pachnącym, puszystym miękiszem. Tyle że między pragnieniem a rezultatem stoi zakwas – żywy organizm, który nie kieruje się zegarkiem, lecz temperaturą, wilgotnością i własnym humorem.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Dlaczego nie udaje się za pierwszym razem (i dlaczego to jest w porządku)

Większość ludzi, którzy zrezygnowali z pieczenia chleba na zakwasie, popełniła ten sam błąd: podeszła do niego jak do przepisu na babkę. Odmierzyć składniki, wymieszać, włożyć do piekarnika, gotowe. Tyle że chleb na zakwasie działa inaczej. To bardziej jak uprawianie rośliny – wymaga obserwacji, cierpliwości i gotowości do dostosowania się do warunków, które zmieniają się z dnia na dzień. Temperatura w kuchni, twardość wody, wiek mąki, a nawet pora roku – to wszystko wpływa na rezultat. I właśnie dlatego pierwsza, druga i trzecia próba często kończą się inaczej, niż człowiek się spodziewał.

Najczęstszą przyczyną niepowodzenia jest niedostatecznie aktywny zakwas. Wielu początkujących zaczyna piec zbyt wcześnie, gdy zakwas nie ma jeszcze wystarczającej siły, żeby ciasto wyrosło. Zdrowy, aktywny zakwas powinien po karmieniu podwoić swoją objętość w ciągu czterech do sześciu godzin w temperaturze pokojowej około 22–24 °C. Jeśli tego nie robi, nie jest jeszcze gotowy i żaden przepis na świecie tego nie naprawi. Jak zauważył Chad Robertson, założyciel legendarnej piekarni Tartine w San Francisco i autor jednej z najbardziej cenionych książek o pieczeniu na zakwasie: „Zakwas powie ci, kiedy jest gotowy. Wystarczy nauczyć się go słuchać."

Drugim częstym problemem jest niedostateczne wyrabianie lub składanie ciasta. Ciasto na zakwasie potrzebuje rozwinąć sieć glutenową, która zatrzyma gazy produkowane przez drożdże. Bez niej ciasto pozostanie płaskie i gęste, bez względu na to, jak silny jest zakwas. A trzecia rzecz, która zdradza początkujących, to wyrastanie – albo zbyt krótkie, albo przeciwnie, zbyt długie, gdy ciasto przerasta i traci strukturę. Wszystkie trzy problemy mają jednak jedno wspólne: można je rozwiązać, gdy człowiek zrozumie, co tak naprawdę dzieje się w cieście.

Podstawowa zasada jest zaskakująco prosta. Zakwas to mieszanina dziko żyjących drożdży i bakterii mlekowych, które żywią się skrobiami w mące. Produkują przy tym dwutlenek węgla (ten tworzy bąbelki w miękiszu) i kwasy organiczne (te nadają chlebowi jego charakterystyczny smak, a jednocześnie działają jako naturalny konserwant). Cały proces jest wolniejszy niż w przypadku chleba z przemysłowymi drożdżami, ale rezultat jest nieporównywalnie bardziej złożony – zarówno pod względem smaku, jak i tekstury, jak i strawności. Badania opublikowane w czasopiśmie Food Microbiology wielokrotnie potwierdzają, że długa fermentacja przy pieczeniu na zakwasie rozkłada fityniany i lektyny, dzięki czemu poprawia się wchłanianie minerałów i ogólna strawność chleba.

Gdy człowiek to wie, zaczyna inaczej patrzeć na swoje wcześniejsze niepowodzenia. Ten płaski bochenek nie był dowodem nieudolności. Był dowodem tego, że zakwas potrzebował jeszcze kilku dni, żeby nabrać siły. Ten gęsty miękisz nie oznaczał, że przepis nie działa. Oznaczał, że ciasto potrzebowało więcej składania lub dłuższego wyrastania. A ta nieładna skórka? Może po prostu piekarnik nie był wystarczająco nagrzany albo brakowało pary w pierwszych minutach pieczenia.

Łatwy przepis i instrukcja na dobry domowy chleb na zakwasie

Teraz to, na co wszyscy czekają – konkretna instrukcja, która działa nawet dla tych, którzy już trzy razy się poddali. Ten przepis jest celowo prosty i wybaczający. Nie wymaga żadnego specjalnego sprzętu oprócz piekarnika, miski i zwykłego garnka z pokrywką (idealnie żeliwnego, ale sprawdzi się też ze stali nierdzewnej).

Składniki: 375 g wody (letniej, około 30 °C), 75 g aktywnego zakwasu (nakarmionego 4–6 godzin wcześniej), 500 g mąki pszennej chlebowej (ewentualnie mieszanka 400 g pszennej i 100 g pełnoziarnistej), 10 g soli.

Instrukcja zaczyna się od tego, że w dużej misce miesza się wodę z zakwasem, aż zakwas się rozpuści. Potem dodaje się mąkę i wszystko miesza ręką lub łyżką, aż nie zostanie żadna sucha mąka. W tym momencie ciasto wygląda niezgrabnie i się klei – i dokładnie tak ma być. Ta faza nazywa się autolyse i jej celem jest pozwolić mące na pełne nawodnienie. Ciasto przykrywa się ścierką i pozostawia do odpoczynku na 30 do 60 minut.

Po autolyse dodaje się sól i delikatnie wgniata w ciasto. Następuje faza, która jest kluczowa dla sukcesu: składanie ciasta. Zamiast klasycznego wyrabiania wystarczy co 30 minut chwycić ciasto w misce za jedną krawędź, rozciągnąć do góry i złożyć przez środek. Obrócić miskę o ćwierć obrotu i powtórzyć. Łącznie cztery złożenia w jednej rundzie, cztery do sześciu rund w ciągu dwóch do trzech godzin. Między poszczególnymi rundami ciasto po prostu odpoczywa przykryte w misce. Stopniowo będzie się zmieniać – z lepkiej masy stanie się gładkim, sprężystym ciastem, które trzyma kształt. To właśnie tutaj buduje się sieć glutenowa, która jest niezbędna dla puszystego miękiszu.

Po ostatnim składaniu następuje główne wyrastanie w temperaturze pokojowej. Ciasto powinno zwiększyć swoją objętość mniej więcej o połowę – nie podwoić, tylko o połowę. W temperaturze około 22 °C trwa to mniej więcej dwie do czterech godzin, ale uwaga: temperatura jest tu kluczowym czynnikiem. Latem może to być szybsze, zimą wolniejsze. Dlatego lepiej obserwować ciasto, a nie zegarek.

Potem przychodzi formowanie. Ciasto ostrożnie wysypuje się na lekko oprószoną mąką powierzchnię i delikatnie ściąga w okrągły bochenek za pomocą skrobki do ciasta lub po prostu rękami. Ważne jest, żeby nie wycisnąć z ciasta powietrza, ale jednocześnie wytworzyć napięcie na powierzchni – wyobraźcie sobie, jakbyście pakowali prezent w papier do pakowania i starali się, żeby powierzchnia była gładka i napięta. Uformowany bochenek wkłada się szwem do góry do koszyka do wyrastania lub do miski wyłożonej mocno oprószoną mąką ścierką i umieszcza w lodówce na 12 do 18 godzin. To powolne, zimne wyrastanie jest tajną bronią domowych piekarzy. Nie tylko świetnie wpisuje się w dzienny rozkład zajęć (przygotować wieczorem, piec rano), ale zasadniczo poprawia smak chleba, ponieważ bakterie w zakwasie mają czas na wytworzenie złożonego aromatu.

Rano nagrzewa się piekarnik do 250 °C z garnkiem w środku – i to przez co najmniej 30 minut, żeby garnek był naprawdę rozgrzany. Ciasto wykłada się z koszyka bezpośrednio do gorącego garnka (ostrożnie!), nacina żyletką lub ostrym nożem i garnek przykrywa pokrywką. Pieczenie trwa 30 minut z pokrywką (para wewnątrz garnka tworzy tę piękną chrupiącą skórkę) i kolejne 15–20 minut bez pokrywki, żeby chleb się zarumienił. Temperaturę po zdjęciu pokrywki można obniżyć do 230 °C. Gotowy chleb powinien przy opukaniu spodu brzmieć pusto – to znak, że jest wypieczony.

A teraz najtrudniejsza część całego procesu: pozostawić chleb do ostygnięcia przez co najmniej godzinę, zanim go pokroimy. W środku bowiem nadal trwa dopiekanie i stabilizacja miękiszu. Kto tego nie wytrzyma i pokroi chleb na gorąco, ryzykuje lepki, wyglądający na niedopieczony miękisz – i kolejne niepotrzebne rozczarowanie.

Historia Markéty z Brna, która podzieliła się swoim doświadczeniem w jednej z czeskich grup na Facebooku poświęconych pieczeniu na zakwasie, ładnie ilustruje, jak cienka jest granica między porażką a sukcesem. Po trzech próbach, które skończyły się płaskimi plackami, chciała wylać zakwas do zlewu. Zamiast tego jednak, za radą bardziej doświadczonej koleżanki, karmiła go jeszcze przez tydzień dwa razy dziennie i spróbowała po raz czwarty – tym razem kładąc nacisk na to, żeby zakwas przed użyciem naprawdę podwoił objętość. Rezultat? Bochenek z otwartym miękiszem, chrupiącą skórką i zapachem, który przyciągnął do kuchni całą rodzinę. Jak sama napisała: „Jedyna różnica polegała na tym, że tym razem poczekałam, aż zakwas powie mi, że jest gotowy."

Właśnie ten moment – gdy człowiek przestaje ślepo podążać za przepisem i zaczyna obserwować ciasto – jest punktem zwrotnym. Od tej chwili pieczenie chleba na zakwasie staje się sprawą intuicyjną. Człowiek rozpoznaje po wyglądzie i dotyku, czy ciasto potrzebuje jeszcze jednego składania. Rozpoznaje po zapachu, czy zakwas jest na szczycie aktywności. I rozpoznaje po dźwięku, czy chleb jest wypieczony.

Dla tych, którzy chcą pójść jeszcze dalej, istnieje cały świat eksperymentowania – z różnymi rodzajami mąki (żytnia, orkiszowa, pełnoziarnista), z dodatkami nasion, orzechów lub suszonych owoców, z różnymi stopniami nawodnienia ciasta. Ale to wszystko to nadbudowa. Podstawa jest zawsze ta sama: aktywny zakwas, wystarczająca ilość czasu i uważna obserwacja. Nic więcej do dobrego domowego chleba na zakwasie naprawdę nie jest potrzebne.

A jeśli pierwszy bochenek po przeczytaniu tej instrukcji jednak nie wyjdzie tak, jak powinien? Nie szkodzi. Pokroić, opiec w tosterze, posmarować masłem – i nadal będzie lepszy niż większość kupowanego chleba. A następna próba będzie znów o krok bliżej tego wymarzonego rezultatu. Bo tak to z chlebem na zakwasie jest: nie poddaje się ten, kto chce dobrego chleba. Poddaje się tylko ten, kto myśli, że dobry chleb musi się udać za pierwszym razem.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk