facebook
Zniżka APP5 już teraz! APP5 Do aplikacji
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Naucz się, jak zmniejszyć marnowanie jedzenia u dzieci, które nie dojadają

Każdy rodzic to zna. Starannie przygotowany posiłek kończy w połowie w koszu, podczas gdy dziecko oświadcza, że jest najedzone, albo że mu nie smakuje. Marnowanie jedzenia w rodzinach z dziećmi jest przy tym o wiele powszechniejszym problemem, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Według danych Organizacji ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) globalnie wyrzuca się około jednej trzeciej całego wyprodukowanego jedzenia – a gospodarstwa domowe z dziećmi przyczyniają się do tej liczby w niemałym stopniu. Przy czym rozwiązanie nie leży tyle w przekonywaniu dzieci, żeby za wszelką cenę dojadały, ile raczej w mądrym podejściu do przygotowywania, serwowania i przechowywania jedzenia.

Rodzice często znajdują się w błędnym kole: gotują dużą porcję, dziecko zjada tylko jedną trzecią, reszta trafia do śmietnika. Następnego dnia próba powtarza się z podobnym skutkiem. Frustracja rośnie po obu stronach stołu, a jedzenie tymczasem wędruje do odpadów. Tymczasem wystarczy zmienić kilka nawyków, a cała dynamika może się znacząco odmienić – bez wywierania presji na dzieci i bez zbędnych wyrzutów.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Dlaczego dzieci nie dojadają i co z tym zrobić

Zanim przejdziemy do konkretnych wskazówek, ważne jest zrozumienie, dlaczego dzieci tak często zostawiają jedzenie na talerzu. Powody są różnorodne i zależą od wieku, osobowości oraz aktualnego stanu dziecka. Małe dzieci mają naturalnie zmienny apetyt – jednego dnia zjadają ogromne ilości, drugiego dnia prawie nic. To zjawisko, które specjaliści nazywają neofobią (strachem przed nowymi pokarmami), jest u dzieci w wieku przedszkolnym całkowicie normalne. Dziecko po prostu odmawia jedzenia czegoś, czego nie zna lub co wygląda inaczej niż zwykle.

Starsze dzieci z kolei mogą być rozproszone przez zabawę, ekran lub rozmowę i po prostu zapominają jeść, choć w rzeczywistości są głodne. Albo wróciły ze szkoły i po drodze do domu zjadły przekąskę, więc na obiad czy kolację nie mają apetytu. A potem są sytuacje, gdy dziecko po prostu nie jest głodne – i to jest absolutnie w porządku. Problem pojawia się wtedy, gdy to naturalne zjawisko prowadzi do codziennego wyrzucania jedzenia.

Pediatrka i autorka książek o żywieniu dzieci Ellyn Satter sformułowała tzw. model podziału odpowiedzialności: rodzice decydują o tym, co, kiedy i gdzie się je, dziecko decyduje, czy i ile zje. To podejście zmniejsza presję przy stole i paradoksalnie sprawia, że dzieci jedzą lepiej – a rodzice lepiej szacują, ile jedzenia faktycznie przygotować.

Kluczem do ograniczenia marnowania jedzenia nie jest więc zmuszanie dziecka do dojedzenia talerza, ale nauczenie się lepszego szacowania potrzebnych ilości i kreatywne podejście do resztek. Zaczyna się to od wielkości porcji. Wielu rodziców serwuje dzieciom równie duże porcje jak dorosłym, albo kieruje się tym, ile dziecko zjadło poprzednim razem – tymczasem apetyt dzieci zmienia się z dnia na dzień. Małe porcje z możliwością dokładki to złota zasada, która znacząco zmniejsza ilość wyrzucanego jedzenia. Dziecko zjada to, co dostaje, a jeśli chce więcej, może poprosić. To, czego nie zdąży zjeść, zostaje w garnku, a nie na talerzu.

Kolejnym praktycznym krokiem jest angażowanie dzieci w planowanie posiłków. Gdy dziecko czuje, że ktoś pyta o jego preferencje i że ma wpływ na wynik, jest o wiele chętniejsze do zjedzenia gotowego posiłku. Nie oznacza to urządzania z każdego dnia restauracji z indywidualnymi życzeniami, ale na przykład raz w tygodniu pozwolenie dziecku wybrać jeden posiłek spośród dwóch lub trzech możliwości. Badania potwierdzają, że dzieci, które uczestniczą w przygotowywaniu jedzenia lub jego wyborze, mają tendencję do jedzenia więcej i z większym apetytem – a resztek bywa wtedy mniej.

Dziecko przy stole z małą porcją jedzenia i rodzic oferujący dokładkę

Mądre postępowanie z resztkami, których dziecko nie zjadło

Nawet przy najlepszych staraniach resztki po prostu się zdarzają. Czy to dlatego, że dziecko miało danego dnia mniejszy apetyt, czy dlatego, że jedzenie nie spełniło jego oczekiwań. W takich chwilach wkracza druga linia obrony: kreatywne podejście do resztek.

Resztki z talerza dziecka to oczywiście inna kategoria niż resztki z garnka – ze względów higienicznych najlepiej od razu przechować je w lodówce i zużyć do następnego dnia, albo wykorzystać w inny sposób. Jedzenie, które dziecku nie smakowało w pierwotnej formie, po niewielkiej modyfikacji może wyglądać zupełnie inaczej. Pozostałe gotowane warzywa można zmiksować na zupę lub sos do makaronu. Ryż z poprzedniego dnia świetnie nadaje się do smażonego ryżu z jajkiem. Pozostały ziemniak zamienia się w doskonałe placki lub dodatek do śniadania.

Wiele rodzin polubiło tzw. kolacje „fridge raid" – czyli kolacje złożone wyłącznie z resztek z lodówki. To zabawna aktywność, do której można zaangażować też dzieci: co jest w lodówce, co można połączyć, jak to podamy? Taka kolacja bywa zaskakująco smaczna, a jednocześnie uczy dzieci kreatywności i szacunku do jedzenia.

Weźmy jako przykład konkretną sytuację: Jana, matka dwójki dzieci w wieku czterech i siedmiu lat, długo zmagała się z tym, że jej starsza córka odmawiała jedzenia warzyw w jakiejkolwiek postaci. Gotowana marchewka zawsze lądowała na skraju talerza. Jana zaczęła miksować marchewkę do sosu pomidorowego do makaronu – córka nigdy niczego nie zauważyła i uwielbiała sos. Resztki sosu Jana zamrażała w małych porcjach i używała ich jako bazy do szybkich kolacji w tygodniu pracy. Wynik? Prawie zerowe marnowanie, zadowolone dziecko i zaoszczędzony czas oraz pieniądze.

Zamrażanie jest w ogóle jedną z najpotężniejszych broni przeciwko marnowaniu jedzenia w gospodarstwie domowym. Gotowe dania, sosy, zupy i pieczywo można bez problemu zamrozić i wykorzystać w czasie, gdy nie ma czasu gotować. Jeśli dodatkowo gotujesz większe ilości i część od razu zamrażasz, unikniesz sytuacji, gdy jedzenie w lodówce „ginie" i trafia do kosza. Zamrażarka to sprzymierzeniec, który zasługuje na więcej uwagi, niż poświęca mu większość gospodarstw domowych.

Ważną rolę odgrywa również sposób przechowywania żywności. Inwestycja w wysokiej jakości hermetyczne pojemniki lub ekologiczne alternatywy, takie jak silikonowe woreczki czy wosk pszczeli, znacząco wydłuża trwałość produktów i zmniejsza ryzyko, że jedzenie w lodówce wyschnie lub skwaśnieje, zanim ktoś je zje. Przezroczyste pojemniki mają ponadto tę zaletę, że zawartość jest od razu widoczna – a co widać, o tym się nie zapomina.

Kolejnym praktycznym narzędziem jest system „pierwsze weszło, pierwsze wyszło" – czyli zasada, przy której starsze produkty umieszcza się z przodu lodówki lub spiżarni, a nowsze z tyłu. Ten prosty nawyk, stosowany również w profesjonalnych kuchniach, może w gospodarstwie domowym znacząco zmniejszyć ilość żywności, która psuje się, zanim ktoś zdąży ją zużyć.

Warto wspomnieć też o psychologicznym wymiarze całej sprawy. Dzieci, które dorastają w środowisku, gdzie jedzenie jest cenione i nie marnowane, naturalnie przyswajają tę postawę. Nie trzeba moralizować ani straszyć statystykami o głodujących dzieciach na drugim końcu świata – wystarczą proste, naturalne komentarze. „Patrz, z tych resztek ugotowaliśmy nową zupę." albo „Tę marchewkę dodaliśmy do ciasta i było pyszne." Dzieci uczą się przez naśladowanie o wiele skuteczniej niż przez pouczanie.

Jak zresztą zauważył brytyjski szef kuchni i aktywista na rzecz zdrowego żywienia w szkołach Jamie Oliver: „Jedzenie to lekarstwo. Ale też historia – o tym, skąd pochodzi, jak się je przygotowuje i jak się nim dzieli." I właśnie dzielenie się historią o jedzeniu – o tym, dlaczego jest cenne i dlaczego warto traktować je z szacunkiem – jest być może najpotężniejszym narzędziem, jakie mają rodzice.

Planowanie jadłospisu na cały tydzień to kolejny krok, który wiele rodzin bagatelizuje. Wydaje się to dużym wyzwaniem, ale w rzeczywistości wystarczy godzina w weekend, która oszczędza mnóstwo decyzji, dodatkowych zakupów i w konsekwencji również marnowania. Jeśli wiesz, co będziesz gotować w poniedziałek, wtorek i środę, kupujesz tylko to, czego naprawdę potrzebujesz. A jeśli przy planowaniu uwzględniasz resztki – na przykład że z niedzieli zostanie mięso z kurczaka, które w poniedziałek wykorzystasz do zupy – ograniczasz marnowanie jeszcze bardziej.

Badanie opublikowane w czasopiśmie Resources, Conservation and Recycling wykazało, że gospodarstwa domowe, które regularnie planują jadłospis, produkują nawet o 25% mniej odpadów żywnościowych niż te, które robią zakupy i gotują spontanicznie. To liczba, która mówi sama za siebie.

A co z samymi dziećmi? Mogą nauczyć się postrzegać resztki inaczej – nie jako porażkę, ale jako okazję. Istnieją świetne książki kucharskie skupione właśnie na gotowaniu z resztek, niektóre z nich skierowane bezpośrednio do dzieci i rodzin. Wspólne gotowanie z resztek może być zabawną aktywnością, podczas której dzieci rozwijają kreatywność, podstawowe umiejętności kulinarne, a jednocześnie budują zdrową relację z jedzeniem i jego wartością.

Ograniczenie marnowania jedzenia u dzieci, które nie dojadają, nie jest kwestią dyscypliny ani namawiania. To kwestia mądrego podejścia – mniejszych porcji, angażowania dzieci, kreatywnego podejścia do resztek i świadomych zakupów. Zmiany nie muszą przychodzić naraz. Wystarczy zacząć od jednego małego kroku – na przykład od tego, że w przyszłym tygodniu spróbujesz serwować o jedną trzecią mniejsze porcje i zostawisz resztę w garnku. Wynik może cię zaskoczyć.

Udostępnij
Kategoria Wyszukiwanie Koszyk