Hikikomori, czyli izolacja u dorosłych kobiet, rośnie na całym świecie
Słowo „hikikomori" pochodzi z języka japońskiego i w tłumaczeniu oznacza mniej więcej „wycofać się do wewnątrz" lub „być zamkniętym". Japoński psychiatra Tamaki Saitō po raz pierwszy opisał ten termin w latach 90. XX wieku jako stan, w którym człowiek przestaje wychodzić z domu na okres dłuższy niż sześć miesięcy i unika jakiegokolwiek kontaktu społecznego. Pierwotnie zakładano, że problem ten dotyczy niemal wyłącznie młodych japońskich mężczyzn, którzy nie potrafili poradzić sobie z presją wyników w środowisku szkolnym i zawodowym. Dziś wiemy już jednak, że to wyobrażenie było niepełne – a może celowo uproszczone. Hikikomori coraz częściej dotyczy bowiem również dorosłych kobiet, i to nie tylko w Japonii, ale na całym świecie, w tym w Europie.
Dlaczego tak długo o tym nie wiedzieliśmy? Odpowiedź jest zaskakująco prosta: kobiety izolują się inaczej. Ich zamknięcie bywa mniej zauważalne, bardziej akceptowalne społecznie i łatwiej przeoczalne przez otoczenie. Podczas gdy młody mężczyzna zamknięty w pokoju wzbudza uwagę, kobieta, która zajmuje się domem, nie pracuje i nie wychodzi na zewnątrz, może być postrzegana jako „ta, co poświęca się rodzinie" lub „typ introwertyczny". Społeczeństwo w pewnym sensie pozwala jej na tę niewidzialność – i właśnie dlatego sytuacja wielu kobiet jest tak poważna.
Wypróbuj nasze naturalne produkty
Dlaczego kobiety pozostają niewidzialne
Badanie opublikowane w specjalistycznym czasopiśmie World Psychiatry wykazało, że ogólnoświatowe występowanie hikikomori jest znacznie wyższe niż pierwotnie szacowano i że kobiety stanowią niemałą część dotkniętych tym problemem. Problem polega jednak na tym, że kobieca izolacja bywa maskowana rolami, które przypisuje im społeczeństwo. Opieka nad domem, troska o dzieci lub chorych krewnych – to wszystko są uzasadnione powody, dla których kobieta nie wychodzi z domu, nie wzbudzając niczyjej czujności.
Wyobraźmy sobie trzydziestopięcioletnią kobietę mieszkającą w średniej wielkości mieście. Przestała chodzić do pracy po urlopie macierzyńskim, bo „nie zdążyła wrócić". Stopniowo ograniczyła kontakty z przyjaciółkami – najpierw odkładała spotkania, potem przestała odpowiadać na wiadomości. Robi zakupy wyłącznie online, zamawia jedzenie z dostawą. Jej partner pracuje, dzieci chodzą do przedszkola. Ona jest w domu, sama, każdego dnia, i nikomu to nie wydaje się dziwne. Nawet jej samej – przynajmniej na początku. Taka historia nie jest wyjątkowa. Jest typowa.
Kobieca izolacja rozwija się powoli i niepostrzeżenie, niemal zawsze pod pretekstem, który brzmi rozsądnie: zmęczenie, opieka nad innymi, potrzeba spokoju. Właśnie ta stopniowość czyni ją tak podstępną. Nie chodzi o dramatyczny przełom, lecz o serię małych decyzji, z których każda z osobna ma sens, ale ich suma tworzy solidny mur między kobietą a światem.
Psycholodzy zwracają uwagę, że za hikikomori u kobiet bardzo często stoi kombinacja zaburzeń lękowych, depresji i traumy – przy czym wszystkie te czynniki są u kobiet diagnozowane z opóźnieniem lub wcale. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia na depresję cierpi około dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn, przy czym znaczna ich część nigdy nie szuka fachowej pomocy. Izolacja funkcjonuje wtedy jako strategia ulgi – krótkoterminowo zmniejsza lęk, długoterminowo go pogłębia.
Ważne jest rozróżnienie między celową samotnością, która może być zdrowa i regenerująca, a patologiczną izolacją, która stopniowo paraliżuje człowieka. Filozofka i pisarka May Sarton napisała: „Bycie sam ze sobą jest dla mnie niezwykle ważne. Ale być uwięzionym sam ze sobą – to jest piekło." Właśnie ta granica – między zdrową samotnością a uwięzieniem – jest w przypadku hikikomori kluczowa, a zarazem bardzo trudna do rozpoznania.
Cicha epidemia współczesności
Pandemia COVID-19 dramatycznie pogorszyła całą sytuację. Lockdowny znormalizowały przebywanie w domu do tego stopnia, że wiele kobiet, które już balansowały na granicy izolacji, tę granicę cicho przekroczyło – i nie wróciło. Dom stał się nie tylko schronieniem, ale też więzieniem, przy czym ściany między tymi dwoma stanami są cienkie i łatwo przeoczalne.
Technologie cyfrowe odgrywają w tym kontekście niejednoznaczną rolę. Z jednej strony umożliwiają izolowanym kobietom utrzymanie choćby minimalnego kontaktu z otaczającym światem – przez media społecznościowe, rozmowy wideo czy społeczności internetowe. Z drugiej strony paradoksalnie pogłębiają izolację, ponieważ redukują konieczność fizycznego kontaktu do absolutnego minimum. Kiedy wszystko można załatwić z kanapy – zrobić zakupy, pracować, komunikować się, bawić – motywacja do wyjścia z domu zanika. A wraz z nią zdolność do tego.
Media społecznościowe dodają ponadto warstwę porównań, która jest szczególnie toksyczna dla kobiet z tendencją do izolacji. Nieustanny strumień obrazów „doskonałych żyć" innych kobiet wzmacnia poczucie własnej nieadekwatności i wstydu – a wstyd jest jednym z najpotężniejszych motorów hikikomori. Wstyd mówi: nie jestem wystarczająco dobra, żeby być na zewnątrz. Nie jestem wystarczająco dobra, żeby ktoś mnie widział.
Badacze z japońskiej Krajowej Policji i Ministerstwa Zdrowia szacują, że w Japonii w różnym stopniu izolacji żyje ponad milion osób. Europejskie badania sugerują, że sytuacja na Starym Kontynencie nie jest wiele lepsza – tylko słabiej udokumentowana. W Polsce jak dotąd nie istnieją systematyczne dane dotyczące występowania hikikomori, co samo w sobie świadczy o tym, jak mało ten temat jest reflektowany w krajowym środowisku.
A jednak sygnały są wszędzie wokół nas. To kobiety, które przestały przychodzić na sąsiedzkie spotkania. Przyjaciółki, które zawsze znajdą powód, dla którego nie mogą się spotkać. Koleżanki, które zniknęły z pola widzenia po urlopie macierzyńskim. Siostry, które „są w porządku, tylko potrzebują spokoju". Ta niewidzialność nie jest przypadkiem – jest konsekwencją tego, jak społeczeństwo pozwala kobietom (a raczej nie przeszkadza im) znikać.
Ważną rolę odgrywa również perfekcjonizm, który jest statystycznie bardziej wyraźny u kobiet niż u mężczyzn i który w kontekście hikikomori przejawia się w specyficzny sposób. Kobieta nie wycofuje się dlatego, że się poddaje – wycofuje się dlatego, że boi się porażki. Boi się, że nie będzie wystarczająco dowcipna, ładna, odnosząca sukcesy, interesująca. A ponieważ na zewnątrz grozi ocena i porównywanie, woli zostać tam, gdzie jest bezpiecznie. W domu. Sama.
Zdrowie fizyczne nie może przy tym pozostawać poza obszarem uwagi. Długotrwały tryb siedzący, brak naturalnego światła, zaburzony rytm snu i zaniedbywana dieta – to wszystko są towarzyszące izolacji zjawiska, które stopniowo odbijają się na ciele. Ruch, świeże powietrze i naturalne światło są przy tym naukowo udowodnionymi czynnikami wspierającymi równowagę psychiczną. Badanie opublikowane w czasopiśmie JAMA Psychiatry wielokrotnie potwierdziło, że regularna aktywność fizyczna na zewnątrz zmniejsza ryzyko depresji o dziesiątki procent. Izolacja całkowicie blokuje ten naturalny mechanizm obronny.
Dbanie o własne ciało i środowisko, w którym kobieta żyje, może stać się jednym z pierwszych kroków powrotnych. Nie chodzi o wielkie gesty, lecz o małe rytuały – poranna filiżanka herbaty przy oknie, pielęgnacja doniczkowej rośliny, świadomy wybór pokarmów korzystnych dla ciała. Zdrowy styl życia w najszerszym sensie – jako troska o siebie, o swoje otoczenie i o swój stosunek do świata – może być cichym mostem z izolacji z powrotem do życia. Nie chodzi o leczenie, lecz o kotwice, które przypominają, że ciało i umysł potrzebują troski i kontaktu ze światem.
Jak jednak rozpoznać izolację – u siebie lub u kogoś bliskiego? Istnieje kilka sygnałów ostrzegawczych, które warto mieć na uwadze:
- Stopniowe ograniczanie aktywności społecznych bez wyraźnej zewnętrznej przyczyny
- Unikanie rozmów telefonicznych i osobistych spotkań, przy czym komunikacja odbywa się wyłącznie pisemnie lub wcale
- Poczucie ulgi przy odwoływaniu planów i narastający lęk na myśl o opuszczeniu domu
- Utrata zainteresowania aktywnościami, które wcześniej przynosiły radość
- Narastające uzależnienie od środowiska internetowego jako substytutu rzeczywistych relacji
- Wstyd i poczucie, że „nie jestem wystarczająco dobra" na kontakt z otaczającym światem
Jeśli ktoś rozpoznaje się w tych sygnałach, ważne jest, aby wiedzieć, że nie jest to słabość ani porażka. Hikikomori nie jest wyborem – jest reakcją psychiki na przeciążenie, traumę lub długotrwale niezaspokojone potrzeby. A jak każda reakcja, ma swoją przyczynę, którą można nazwać i zaadresować.
Fachowa pomoc – czy to w formie psychoterapii, opieki psychiatrycznej, czy grup samopomocowych – jest w takich przypadkach kluczowa. W Polsce można skontaktować się na przykład z Centrum Zdrowia Psychicznego lub skorzystać z internetowych platform poradnictwa psychologicznego, które dla kobiet w izolacji są naturalnie bardziej dostępne niż fizyczna wizyta w gabinecie.
Hikikomori u dorosłych kobiet to temat, który zasługuje na głośną uwagę – właśnie dlatego, że dzieje się w ciszy. Dzieje się za zamkniętymi drzwiami, pod pozorem codzienności, z twarzą, która na pierwszy rzut oka nie wygląda jak twarz osoby w potrzebie. I może właśnie dlatego tak pilne jest mówienie o tym – dopóki jest jeszcze komu słuchać.