Wypróbuj egzotyczne owoce kaki, feijoa i pitaję
Stoisz przy regale w sklepie, trzymasz w dłoni dziwnie ukształtowany owoc o pomarańczowej barwie i zastanawiasz się, co właściwie z nim zrobić. Nie jesteś sam. Egzotyczne owoce powoli podbijają polskie półki sklepowe, ale wiedza o tym, jak je prawidłowo jeść, przyrządzać czy nawet rozpoznawać dojrzałość, wyraźnie nie nadąża za ofertą. Kaki, feijoa, pitahaya – te nazwy dla wielu wciąż brzmią jak słowa z obcego języka, choć ich potencjał smakowy jest absolutnie wyjątkowy. Przyjrzyjmy się temu, czym właściwie są te owoce, dlaczego warto zwrócić na nie uwagę i jak przestać gubić się w kuchni podczas ich przygotowywania.
Wypróbuj nasze naturalne produkty
Kaki: pomarańczowy skarb, który wymaga cierpliwości
Kaki, znane również jako persymona japońska lub persimmon, pochodzi pierwotnie z Chin i Japonii, gdzie jest uprawiane od ponad dwóch tysięcy lat. Do Europy trafiło stosunkowo późno, ale dziś można je znaleźć na targowiskach na całym świecie. W Polsce większość ludzi po raz pierwszy spotyka się z nim albo w supermarkecie, albo na wakacjach w krajach śródziemnomorskich, gdzie rośnie na drzewach niczym złociste ozdoby jesieni.
Największą pułapką kaki jest jego dojrzałość. Niedojrzałe kaki zawiera dużą ilość garbników, konkretnie związków zwanych taninami, które powodują ściągające, nieprzyjemne uczucie w ustach – jakbyście żuli korę z drzewa. Właśnie to doświadczenie zniechęca wiele osób na zawsze. Jednak w pełni dojrzałe kaki to zupełnie inna historia. Prawidłowo dojrzały owoc jest miękki jak pudding, słodki jak miód i pachnie cynamonem oraz wanilią. Istnieją dwie główne odmiany: Hachiya, która przed spożyciem musi być całkowicie miękka, oraz Fuyu, zawierająca mniej garbników i nadająca się do jedzenia również w twardszym stanie, podobnie jak jabłko.
Jak więc poznać, że kaki jest gotowe do jedzenia? W przypadku odmiany Hachiya wystarczy ścisnąć owoc – powinien być niemal żelowy, bez żadnego oporu. Jeśli jest twardy, zostaw go spokojnie na kilka dni w temperaturze pokojowej, aby dojrzał. Proces można przyspieszyć, umieszczając go w torebce razem z bananem lub jabłkiem, które wydzielają etylen – naturalny gaz przyspieszający dojrzewanie owoców. Dojrzałe kaki świetnie smakuje samo w sobie, w sałatkach owocowych, smoothies, ale także w połączeniu z ricottą, miodem i orzechami włoskimi jako elegancki deser.
Pod względem odżywczym kaki jest naprawdę godne uwagi. Zawiera dużą ilość witaminy A, witaminy C i antyoksydantów, zwłaszcza beta-karotenu i flawonoidów. Według danych Narodowej Biblioteki Medycznej USA taniny zawarte w kaki wykazują również właściwości przeciwzapalne, więc nawet ten nieprzyjemny składnik ma swoje zdrowotne uzasadnienie – wystarczy poczekać, aż podczas dojrzewania przekształci się w bardziej przyswajalną postać.
Jedna z typowych sytuacji, która powtarza się w wielu domach: mama kupuje kaki, bo wyglądało pięknie i było tanie. Nikt w domu nie wie, jak je jeść, więc leży na blacie, twardnieje lub przeciwnie – przejrzewa i ląduje w koszu. A wystarczy odrobina cierpliwości i podstawowa wiedza o tym, czego owoc potrzebuje. A efekt? Deser, który zaskoczy gości bardziej niż jakikolwiek kupiony tort.
Feijoa: zielony tajemniczy owoc o smaku innego świata
Feijoa to owoc, o którym większość Polaków jeszcze nie słyszała, choć powoli pojawia się w lepszych sklepach ze zdrową żywnością lub w sklepach ekologicznych. Ten mały, owalny, zielony owoc pochodzi z Ameryki Południowej, konkretnie z obszaru dzisiejszej Brazylii i Argentyny. Dziś uprawiany jest na dużą skalę w Nowej Zelandii, Australii, Gruzji i częściach basenu Morza Śródziemnego. Botanicznie jest spokrewniony z guawą, a to pokrewieństwo przejawia się również w smaku.
Smak feijoi jest naprawdę trudny do opisania – bywa porównywany do połączenia ananasa, truskawki, guawy i mięty, przy czym w posmaku pojawia się lekka, mentolowa świeżość. Właśnie ta złożoność sprawia, że jest interesująca dla kucharzy i miłośników kulinarnych. Jak ją jeść? Najprostszy sposób to przekroić ją wzdłuż na pół i wydrążyć miąższ łyżeczką, podobnie jak kiwi. Skórka jest jadalna, ale bywa gorzka i twarda, dlatego większość ludzi jej nie je.
Przy wyborze feijoi w sklepie obowiązuje podobna zasada jak przy kaki – owoc powinien lekko ustępować pod naciskiem palców. Zbyt twarda feijoa jeszcze nie dojrzała i będzie gorzka, zbyt miękka może być przejrzała. Jeśli kupicie ją niedojrzałą, pozostawcie ją do dojrzewania w temperaturze pokojowej. Dojrzała feijoa wydziela intensywny aromat, który sam w sobie jest niemal odurzający.
Pod względem odżywczym feijoa jest bogata w witaminę C, kwas foliowy i potas. Zawiera również jod, co wśród owoców jest stosunkowo rzadkie i cenne szczególnie dla osób ograniczających spożycie owoców morza. Regularne spożywanie feijoi może zatem przyczyniać się do wspierania funkcji tarczycy. Według Światowej Organizacji Zdrowia niedobór jodu jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych niedoborów żywieniowych na świecie, więc każde naturalne źródło tego minerału ma swoją wartość.
Feijoa doskonale nadaje się do smoothies, sałatek owocowych, dżemów lub jako dodatek do jogurtu. W Nowej Zelandii, gdzie owoc ten jest dosłownie sprawą narodową, produkuje się z niego również wino, likiery i różne sosy. Ciekawym połączeniem jest feijoa z awokado i limonką jako baza do orzeźwiającej salsy, która zaskoczy zarówno smakiem, jak i oryginalnością.
Pitahaya: smok w kuchni, który potrafi zarówno zawieść, jak i zachwycić
Chyba żaden egzotyczny owoc nie wzbudza tyle kontrowersji co pitahaya, znana również jako owoc smoka lub dragon fruit. Jej wizualne wrażenie jest absolutnie niezapomniane – jaskraworóżowa lub żółta skórka z wyraźnymi zielonymi łuskami wygląda jak coś żywcem wyjętego z powieści fantasy. Miąższ może być biały z czarnymi pestkami lub wyraźnie czerwonofioletowy, w zależności od odmiany.
I tu pojawia się to, co wielu konsumentów rozczarowuje: smak. Pitahaya z białym miąższem bywa dość mdła, lekko słodka, o teksturze przypominającej kiwi. Czerwona odmiana jest nieco intensywniejsza. Słynny francuski kucharz i pisarz kulinarny Joël Robuchon zauważył kiedyś, że „najlepszy owoc to taki, który zaskakuje cię tam, gdzie się tego nie spodziewałeś" – i pitahaya jest właśnie takim owocem. Jej siła nie tkwi w wybuchowym smaku, lecz w subtelnej delikatności i niezwykłym efekcie wizualnym, który zamienia każde danie w małe dzieło sztuki.
Pitahaya pochodzi z tropikalnej Ameryki, ale dziś jest masowo uprawiana w Wietnamie, Tajlandii, na Filipinach i w innych krajach azjatyckich. Na światowy rynek trafiła głównie dzięki azjatyckiemu eksportowi. Jak ją prawidłowo jeść? Przekrójcie ją wzdłuż na pół i – podobnie jak w przypadku feijoi – wydrążcie miąższ łyżeczką lub pokrójcie go w kostkę. Skórki się nie je. Dojrzałość poznajecie po tym, że skórka lekko ustępuje, a barwa jest równomierna i intensywna.
Wartość odżywcza pitahayi jest przy tym zaskakująco wysoka. Zawiera witaminę C, witaminy z grupy B, żelazo, magnez i antyoksydanty, w tym betacyjaninę, która nadaje czerwonej odmianie jej charakterystyczną barwę i jednocześnie działa jako silny przeciwutleniacz. Badania opublikowane w specjalistycznym czasopiśmie Food Chemistry sugerują, że regularne spożywanie pitahayi może mieć pozytywny wpływ na poziom cukru we krwi oraz wspierać mikrobiotę jelitową dzięki zawartości prebiotycznego błonnika.
Pitahaya idealnie nadaje się do miseczek owocowych, smoothie bowls, sałatek owocowych lub jako ozdoba tortów i deserów. Ciekawie sprawdza się również mrożona – zamrożona pitahaya zachowuje barwę i składniki odżywcze, a w smoothie nadaje kremową teksturę bez dodatku mleka czy jogurtu.
Dlaczego warto próbować egzotycznych owoców
Naturalne jest, że człowiek waha się przed nieznanym owocem. Nikt nie chce wydawać pieniędzy na coś, co mu nie zasmakuje lub co przejrzeje na kuchennym blacie. Mimo to istnieje kilka dobrych powodów, by przełamać się i sięgnąć po kaki, feijoę lub pitahayę.
Po pierwsze, różnorodność diety jest podstawą zdrowego stylu życia. Każdy rodzaj owocu dostarcza innego spektrum witamin, minerałów, antyoksydantów i fitochemikaliów. Im bardziej urozmaicona dieta, tym lepiej organizm jest zaopatrywany w różne rodzaje składników odżywczych. Po drugie, egzotyczne owoce bywają znacznie bogatsze w określone mikroskładniki niż powszechnie dostępne gatunki – feijoa i jod, kaki i beta-karoten, pitahaya i magnez to dobre przykłady.
Po trzecie, i to być może najważniejsze – jedzenie powinno być radością, nie rutyną. Próbowanie nowych smaków, tekstur i aromatów wzbogaca codzienne doświadczenia, poszerza horyzonty kulinarne i może być świetną okazją dla całej rodziny. Dzieci, które od małego są zachęcane do próbowania różnych rodzajów owoców i warzyw, według badań British Nutrition Foundation wykształcają zdrowsze nawyki żywieniowe w dorosłości.
Istnieje również wymiar ekologiczny. Kupowanie sezonowych i lokalnie dostępnych egzotycznych owoców – na przykład kaki, które uprawiane jest również w południowej Europie i nie musi do Polski lecieć z drugiego końca świata – jest rozsądniejszym wyborem z punktu widzenia śladu węglowego. Feijoa i kaki są zresztą coraz częściej uprawiane w warunkach środkowoeuropejskich, więc ich dostępność będzie rosła.
Kaki czekające na dojrzewanie na parapecie okiennym, feijoa przekrojona nad miseczką z jogurtem lub pitahaya pokrojona do porannego smoothie – to małe, dostępne sposoby na wniesienie odrobiny przygody do codziennego jedzenia. A kto wie, może z nieznanego owocu, przed którym wcześniej odwracaliście wzrok, stanie się wasze nowe ulubione smakołyki.