facebook
TOP zniżka już teraz! | Kod TOP zapewni Ci 5% zniżki na całe zakupy. | KOD: TOP 📋
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Każdy, kto kiedykolwiek postanowił zacząć się ruszać, stawał przed podobnym pytaniem: zacząć od chodzenia, czy od razu biegać? Wydaje się to trywialna decyzja, ale dla zdrowia stawów może mieć zasadnicze znaczenie. Obie aktywności należą do najbardziej naturalnych ruchów, jakie zna ludzkie ciało, a mimo to zasadniczo się od siebie różnią – i to nie tylko tempem, ale przede wszystkim tym, jakie obciążenie wywierają na kolana, biodra, kostki i kręgosłup.

Weźmy przykład z praktyki: Jana, czterdziestosześcioletnia księgowa z Brna, po latach siedzącego trybu pracy postanowiła schudnąć i poprawić kondycję. Przeczytała, że bieganie spala najwięcej kalorii, i już w pierwszym tygodniu zaczęła biegać codziennie. Po trzech tygodniach skończyła z bolesnym zapaleniem ścięgien w kolanie, a lekarz zalecił jej odpoczynek. Podobną historię zna prawie każdy – albo ze swojego otoczenia, albo z własnego doświadczenia. A wystarczyło zacząć wolniej, dosłownie.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Jak ciało reaguje na każdy krok

Klucz do zrozumienia różnicy między chodzeniem a bieganiem leży w biomechanice ruchu. Podczas chodzenia ciało ma zawsze przynajmniej jedną nogę na ziemi – chodzi o tzw. podwójną fazę podporu, podczas której ciężar ciała przenoszony jest płynnie i stopniowo. Uderzenie o podłoże podczas chodzenia odpowiada w przybliżeniu 1 do 1,5-krotności masy ciała. Innymi słowy, osoba ważąca 70 kilogramów obciąża przy każdym kroku stawy siłą około 70 do 105 kilogramów.

Bieganie działa zupełnie inaczej. Podczas biegu istnieje tzw. faza lotu – moment, w którym obie nogi znajdują się jednocześnie w powietrzu. Ciało uderza wtedy o ziemię ze znacznie większą siłą, która może sięgać 2,5 do 3-krotności masy ciała. U tej samej osoby ważącej 70 kilogramów oznacza to uderzenie w zakresie 175 do 210 kilogramów przy każdym pojedynczym lądowaniu. A ponieważ przeciętny biegacz wykonuje około 150 do 180 kroków na minutę, jest oczywiste, że stawy muszą w ciągu godziny biegu wchłonąć ogromną ilość powtarzających się wstrząsów.

Liczby te nie są spekulacjami – potwierdzają je badania opublikowane w czasopiśmie naukowym Gait & Posture, które od lat zajmuje się analizą ludzkiego ruchu. Biomechanicy wielokrotnie mierzyli siły działające na stawy kolanowe i biodrowe podczas różnych typów ruchu, a wyniki konsekwentnie pokazują, że bieganie przynosi znacznie wyższe obciążenie stawów niż chodzenie.

Mogłoby się z tego wydawać, że chodzenie jest jednoznacznie lepsze. Prawda jest jednak bardziej złożona i zależy od wielu czynników – od indywidualnego stanu zdrowia, przez technikę ruchu, aż po wybór obuwia.

Dlaczego bieganie nie musi być szkodliwe

Paradoksalnie istnieje wiele badań, które pokazują, że rekreacyjni biegacze cierpią na artrozę stawów kolanowych rzadziej niż osoby, które w ogóle nie uprawiają sportu. Jak to możliwe? Chrząstka w stawach odżywia się płynem maziowym, który wchłania się do niej właśnie podczas ruchu – jak gąbka, która jest ściskana i rozluźniana. Regularne, umiarkowane obciążenie odżywia więc chrząstkę i utrzymuje ją w dobrej kondycji. Z kolei długotrwały brak ruchu prowadzi do degeneracji chrząstki, ponieważ nie regeneruje się ona wystarczająco.

„Ruch jest dla stawów jak smar dla silnika – bez niego rzeczy zaczynają się zacinać," mówią ortopedzi, którzy wielokrotnie zwracają uwagę, że siedzący tryb życia jest dla stawów długoterminowo bardziej szkodliwy niż rozsądnie dawkowany sport.

Problem nie tkwi więc w samym bieganiu, ale w tym, jak i kiedy się biega. Największe ryzyko stanowi zbyt szybkie zwiększanie objętości treningu, niewłaściwa technika, nieodpowiednie obuwie lub ignorowanie sygnałów, które wysyła ciało. Właśnie dlatego tylu początkujących biegaczy kończy z kontuzją – nie dlatego, że bieganie jest z natury niebezpieczne, ale dlatego, że przecenili swoje możliwości.

Specjaliści z amerykańskiego stowarzyszenia ortopedycznego AAOS od lat podkreślają, że kluczowym czynnikiem jest stopniowa adaptacja aparatu ruchu. Ścięgna, więzadła i kości potrzebują znacznie więcej czasu na przystosowanie się do obciążenia niż układ sercowo-naczyniowy – serce i płuca poprawiają swoją wydolność w ciągu tygodni, podczas gdy struktury stawowe potrzebują miesięcy.

Chodzenie jako niedoceniany ruch

Z drugiej strony, chodzenie jest w porównaniu z bieganiem znacznie bezpieczniejszym wyborem dla szerokiej populacji – szczególnie dla osób z nadwagą, osób starszych, tych, którzy wracają po kontuzji, lub po prostu dla tych, którzy dotychczas nie uprawiali sportu. Niskie obciążenie uderzeniowe oznacza, że stawy nie są narażone na ekstremalne siły, a jednocześnie ciało wciąż otrzymuje cenny bodziec ruchowy.

Chodzenie jest przy tym znacznie bardziej efektywne, niż większość ludzi sądzi. Regularny energiczny spacer obniża ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, poprawia metabolizm, wspiera zdrowie psychiczne i pomaga utrzymać zdrową wagę. Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia dorośli powinni tygodniowo wykonywać co najmniej 150 minut umiarkowanie intensywnej aktywności fizycznej – a energiczny spacer ten warunek spełnia.

Energiczny spacer oznacza tempo około 5 do 7 kilometrów na godzinę, przy którym lekko się zadyszysz, ale wciąż możesz swobodnie rozmawiać. Przy takim tempie puls wzrasta wystarczająco, aby ruch przynosił korzyści zdrowotne, ale stawy nie są obciążane nawet w przybliżeniu tak intensywnie jak podczas biegu.

Interesujące jest również to, że z punktu widzenia zapotrzebowania energetycznego na pokonany kilometr różnica między chodzeniem a bieganiem nie jest tak dramatyczna, jak mogłoby się wydawać. Ciało podczas chodzenia wprawdzie spala mniej kalorii na minutę, ale na każdy przebiegnięty (lub przechodzony) kilometr różnica jest mniejsza. Jeśli więc ktoś przejdzie 5 kilometrów, spali tylko nieco mniej kalorii niż przy przebiegnięciu tego samego dystansu – tylko zajmie mu to więcej czasu.

W praktyce oznacza to, że dla osób, których głównym celem jest utrzymanie zdrowej wagi i jednoczesna ochrona stawów, regularne chodzenie może być równie skuteczną strategią jak bieganie, i to przy znacznie niższym ryzyku kontuzji.

Co decyduje: czynniki indywidualne

Odpowiedzi na pytanie, czy dla konkretnej osoby jest łagodniejsze chodzenie czy bieganie, nie można udzielić uniwersalnie. Zależy to od całego szeregu zmiennych, które należy brać pod uwagę.

Masa ciała odgrywa zasadniczą rolę – z każdym dodatkowym kilogramem obciążenie stawów podczas biegu znacząco wzrasta. Osoby ze znaczną nadwagą powinny więc zaczynać aktywność fizyczną od chodzenia i dopiero po osiągnięciu odpowiedniej wagi ewentualnie przejść do biegania. Wiek i stan chrząstki to kolejny ważny czynnik: po czterdziestce zdolności regeneracyjne chrząstki spowalniają i stawy są bardziej podatne na przeciążenie. Istniejące problemy stawowe, takie jak artroza lub wcześniejsze urazy łąkotek, są wtedy jasnym sygnałem do konsultacji z lekarzem przed rozpoczęciem jakiegokolwiek bardziej intensywnego programu ruchowego.

Technika ruchu decyduje być może bardziej, niż większość ludzi zdaje sobie sprawę. Prawidłowa technika biegania – lądowanie na środek stopy zamiast na piętę, lekki pochył tułowia do przodu, rozluźnione ręce – znacząco zmniejsza siły uderzeniowe działające na stawy. Tak samo rodzaj nawierzchni, po której się biega, wpływa na stopień obciążenia: miękka leśna ścieżka jest dla stawów nieporównywalnie korzystniejsza niż twardy asfalt czy beton.

Obuwie jest przy tym inwestycją, na której nikt nie powinien oszczędzać. Wysokiej jakości buty do biegania z wystarczającą warstwą amortyzującą potrafią pochłonąć część energii uderzeniowej i tym samym chronić stawy. To samo dotyczy chodzenia – odpowiednie obuwie z dobrym wsparciem sklepienia stopy i amortyzacją jest podstawą zdrowego ruchu.

Kto chce zacząć biegać i jednocześnie chronić stawy, powinien rozważyć tzw. metodę run-walk, w której naprzemiennie stosuje się odcinki biegu i chodzenia. Metoda ta, spopularyzowana przez amerykańskiego trenera i ultramaratończyka Jeffa Gallowaya, pozwala stopniowo budować kondycję, a jednocześnie daje stawom czas na regenerację między odcinkami uderzeniowymi. Badania pokazują, że metoda ta nie tylko zmniejsza ryzyko kontuzji, ale u wielu biegaczy prowadzi do lepszych wyników niż nieprzerwany bieg – paradoksalnie dlatego, że dzięki regularnemu odpoczynkowi potrafią utrzymać wyższe całkowite tempo i ukończyć dłuższe treningi.

Siła mięśni wokół stawów to kolejny czynnik, którego nie można pominąć. Silne mięśnie udowe, pośladkowe i mięśnie łydek działają jak naturalne amortyzatory – przejmują część obciążenia, które w przeciwnym razie spadałoby bezpośrednio na chrząstkę stawową. Dlatego uzupełniające ćwiczenia wzmacniające, szczególnie ukierunkowane ćwiczenia na kończyny dolne i środek ciała, są ważną częścią dbałości o stawy u każdego, kto regularnie chodzi lub biega.

Wróćmy na chwilę do Jany z początku. Po wyleczeniu wróciła do aktywności – ale tym razem inaczej. Zaczęła od chodzenia, stopniowo zwiększała tempo, po trzech miesiącach włączyła krótkie odcinki truchtu, a po pół roku bez problemów ukończyła swój pierwszy bieg na pięć kilometrów. Stawy jej nie bolały, ponieważ ciało dostało czas na adaptację. Jej historia ilustruje coś, co ortopedzi i lekarze medycyny sportowej powtarzają bez końca: problem nie tkwi w samym ruchu, ale w tempie, w jakim do niego podchodzimy.

Niezależnie od tego, czy ktoś zdecyduje się na chodzenie czy bieganie, najważniejsze jest słuchanie własnego ciała, inwestowanie w wysokiej jakości obuwie, praca nad techniką ruchu i stopniowe zwiększanie obciążenia. Stawy są skonstruowane do ruchu – potrzebują tylko, aby obchodzono się z nimi z rozsądkiem i szacunkiem. A jeśli nie jesteście pewni, od czego zacząć, konsultacja z lekarzem medycyny sportowej lub fizjoterapeutą jest zawsze dobrym pierwszym krokiem – niezależnie od tego, czy ten krok będzie powolny, czy szybki.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk