facebook
TOP zniżka już teraz! | Kod TOP zapewni Ci 5% zniżki na całe zakupy. | KOD: TOP 📋
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Każdy rodzic to zna. Na talerzu leży pięknie przygotowany brokuł, marchewka albo na przykład placuszki z cukinii, a dziecko patrzy na to, jakby mu ktoś zaserwował coś z innej planety. Potem następuje zdecydowane „nie chcę" – i zaczyna się negocjowanie, które do niczego nie prowadzi. Odmawianie jedzenia warzyw należy do najczęstszych wyzwań żywieniowych, z którymi borykają się rodziny, a jednocześnie krąży wokół tego mnóstwo mitów i niepotrzebnego stresu. Co jednak właściwie robić, gdy wasze dziecko nie chce jeść warzyw, i to bez nacisku i ukrywania?

Odpowiedź nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać z popularnych artykułów, które radzą „po prostu zmiksujcie warzywa w smoothie i dziecko niczego nie zauważy." Ukrywanie warzyw w jedzeniu może wprawdzie krótkoterminowo zwiększyć spożycie witamin, ale w dłuższej perspektywie nie nauczy dziecka pozytywnego stosunku do warzyw. A nacisk? Ten niemal zawsze pogarsza sytuację. Badania w dziedzinie żywienia dzieci wielokrotnie potwierdzają, że nacisk na jedzenie prowadzi do większej wybredności, a nie do jej przezwyciężenia. Badanie opublikowane w czasopiśmie naukowym Appetite wykazało na przykład, że dzieci, na które rodzice wywierali presję podczas jedzenia, miały tendencję do odmawiania nowych potraw jeszcze bardziej niż dzieci, którym pozostawiono przestrzeń do samodzielnego decydowania.

Zanim jednak zagłębimy się w konkretne podejścia, warto zrozumieć, dlaczego właściwie dzieci tak często odmawiają jedzenia warzyw. Nie chodzi o kaprys ani o złe wychowanie. Z ewolucyjnego punktu widzenia dzieci są zaprogramowane tak, aby były ostrożne wobec nowych pokarmów – zjawisko to fachowo nazywa się neofobią i jest całkowicie naturalne. Osiąga szczyt typowo między drugim a szóstym rokiem życia i stopniowo ustępuje. Gorzki smak, który ma wiele rodzajów warzyw, w naturze często sygnalizował substancje trujące, więc niechęć małych dzieci do brokuła czy kapusty ma z biologicznego punktu widzenia zupełny sens. Jak zauważył amerykański psycholog i specjalista ds. żywienia dzieci dr Dina Rose: „Problem nie polega na tym, że dzieci nie jedzą warzyw. Problem polega na tym, jak my reagujemy na to, że ich nie jedzą."

I właśnie tutaj zaczyna się droga do zmiany.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Dlaczego nacisk i ukrywanie nie działają

Wyobraźcie sobie typową sytuację przy kolacji. Pięcioletnia Elżbieta siedzi nad talerzem z ryżem, kurczakiem i duszoną marchewką. Ryż i mięso zjada bez problemu, marchewkę systematycznie odsuwa na brzeg talerza. Jej mama mówi: „Dopóki nie zjesz marchewki, nie dostaniesz deseru." Co się w tym momencie dzieje w głowie Elżbiety? Marchewka staje się wrogiem, przeszkodą między nią a czymś przyjemnym. Deser staje się nagrodą, a tym samym jeszcze bardziej kuszący. Wartość warzyw spada, a wartość słodkości rośnie. Dokładnie odwrotny efekt niż ten, który rodzic zamierzał osiągnąć.

Równie problematyczne jest systematyczne ukrywanie warzyw w potrawach. Kiedy mama zmiksuje szpinak w sosie do makaronu tak, żeby dziecko go nie rozpoznało, rozwiązuje tym doraźny problem – dziecko dostaje jakieś witaminy. Ale nie rozwiązuje przyczyny. Dziecko nie uczy się jeść szpinaku. Nie uczy się, że warzywa mogą smakować dobrze. A co gorsza – jeśli się zorientuje, może stracić zaufanie do jedzenia, które podają mu rodzice. To nie znaczy, że dodawanie warzyw do potraw jest złe. Różnica polega na tym, czy robicie to potajemnie, czy otwarcie. Jeśli dziecko wie, że w sosie jest cukinia, i mimo to go zjada, to zupełnie inna sytuacja niż gdy odkrywa to przypadkiem i czuje się oszukane.

Istnieje jednak trzecia droga, która nie wymaga ani zmuszania, ani oszukiwania. Jest wolniejsza, wymaga cierpliwości, ale jej rezultaty są trwalsze.

Podstawą tego podejścia jest tak zwany model współdzielonej odpowiedzialności, który opracowała amerykańska dietetyczka Ellyn Satter. Zasada jest elegancko prosta: rodzic decyduje o tym, co będzie się jeść, kiedy i gdzie. Dziecko decyduje o tym, czy będzie jeść i ile. To oznacza, że rodzic ma pełną kontrolę nad tym, jakie potrawy pojawiają się na stole – a warzywa powinny tam być zawsze. Ale decyzja, czy dziecko nałoży sobie warzywa na talerz i czy faktycznie je zje, należy do dziecka. Żadnego namawiania, żadnych warunków, żadnych nagród ani kar.

Brzmi to może zbyt swobodnie, może nawet ryzykownie. Ale to działa, i to z prostego powodu: kiedy znika nacisk, znika też opór. Dziecko, które wie, że nikt nie będzie go zmuszać do zjedzenia brokuła, może na niego spojrzeć ze znacznie mniejszą nieufnością. I właśnie tutaj zaczyna się proces, który specjaliści nazywają powtarzaną ekspozycją. Badania pokazują, że dziecko potrzebuje być wystawione na kontakt z nowym jedzeniem średnio od 10 do 15 razy, zanim go spróbuje – a czasem nawet znacznie więcej razy. Ważne jest, że samo widzenie jedzenia na stole się liczy. Dziecko nie musi warzyw próbować, żeby zacząć się do nich przyzwyczajać. Wystarczy, że regularnie widzi je jako zwykły element posiłku.

Jak to wygląda w praktyce? Rodzina siada do kolacji, na stole jest kilka potraw, w tym miseczka z pomidorkami koktajlowymi lub plasterkami papryki. Nikt nie mówi „weź sobie pomidora." Nikt nie komentuje, że dziecko pomidora nie wzięło. Rodzice jedzą warzywa sami, naturalnie, bez wielkiego przedstawienia. Dziecko obserwuje, uczy się i pewnego dnia – może za tydzień, może za miesiąc – weźmie pomidora. Albo nie weźmie. I to też jest w porządku, bo nic się nie zepsuło i żaden stosunek do jedzenia nie został naruszony.

Jak stworzyć środowisko, w którym dziecko samo polubi warzywa

Oprócz regularnego wystawiania na kontakt z warzywami istnieje cały szereg sposobów, jak przybliżyć dzieciom świat warzyw, nie wpychając ich w niego na siłę. Kluczowe jest zaangażowanie jak największej liczby zmysłów i stworzenie wokół jedzenia pozytywnego, zabawowego środowiska.

Jednym z najskuteczniejszych podejść jest włączenie dzieci w przygotowywanie jedzenia. Dziecko, które pomaga myć pomidory, rwać sałatę lub mieszać ciasto na placuszki z cukinii, ma do gotowej potrawy zupełnie inny stosunek niż dziecko, któremu gotowy talerz po prostu ląduje przed nosem. Nie chodzi o to, żeby dziecko warzywa koniecznie zjadło – chodzi o to, żeby trzymało je w ręce, czuło ich zapach, widziało, jak zmieniają się podczas gotowania. Doświadczenie sensoryczne jest pierwszym krokiem do spróbowania. Nawet trzyletnie dziecko może pomagać w kuchni, a im wcześniej stanie się częścią procesu gotowania, tym naturalniejsze będzie dla niego również próbowanie.

Kolejną skuteczną strategią jest uprawa własnych warzyw. Nie musicie mieć ogrodu – wystarczy doniczka z pomidorkami koktajlowymi na balkonie lub skrzynka z ziołami na parapecie. Dzieci, które obserwują, jak z nasionka wyrasta roślina i pojawiają się na niej owoce, mają do warzyw znacznie bliższy stosunek. Według badań organizacji Royal Horticultural Society dzieci, które uczestniczą w uprawie warzyw, próbują ich ze znacznie większym prawdopodobieństwem niż dzieci, które spotykają się z nimi po raz pierwszy dopiero na talerzu.

Ogromną rolę odgrywa również sposób podawania. Ta sama marchewka może być dla dziecka nie do przyjęcia, gdy jest duszona i miękka, ale zupełnie wspaniała, gdy jest surowa i chrupiąca. Wiele dzieci preferuje surowe warzywa zamiast gotowanych – i jest to całkowicie uzasadniony sposób ich jedzenia. Oferujcie warzywa w różnych formach: surowe z dipem, pieczone z odrobiną oliwy z oliwek i soli, w zupie, na pizzy, w naleśnikach. Forma podania może być decydująca. Niektóre dzieci odmawiają warzyw na talerzu, ale z entuzjazmem jedzą patyczki z marchewki z hummusem lub paski papryki maczane w jogurtowym dipie. Dip to w ogóle magiczne narzędzie – daje dziecku poczucie kontroli i jednocześnie czyni warzywa bardziej interesującymi.

Nie mniej ważny jest osobisty przykład. Dzieci są niesamowicie spostrzegawcze i naśladują zachowanie dorosłych wokół siebie znacznie bardziej, niż sobie uświadamiamy. Jeśli rodzic sam nie je warzyw lub komentuje je negatywnie, trudno oczekiwać, że dziecko przyjmie je z entuzjazmem. Natomiast gdy dziecko widzi, że rodzice, starsze rodzeństwo lub koledzy jedzą warzywa z apetytem, prawdopodobieństwo, że samo ich spróbuje, jest znacznie wyższe. Wspólne rodzinne posiłki, podczas których wszyscy jedzą to samo, są jednym z najsilniejszych czynników wpływających na nawyki żywieniowe dzieci, co potwierdzają również dane z długoterminowych badań Uniwersytetu Harvarda.

Jedna konkretna historia z praktyki ilustruje siłę tego podejścia. Rodzina Nowaków z Wrocławia borykała się z tym, że ich czteroletni syn Mateusz odmawiał praktycznie wszelkich warzyw. Mama próbowała wszystkiego – ukrywania w jedzeniu, namawiania, nagród za spróbowanie. Nic nie działało, a atmosfera przy stole była coraz bardziej napięta. Na zalecenie dziecięcej terapeutki żywieniowej spróbowali zmienić podejście. Przestali komentować odmawianie warzyw przez Mateusza, zaczęli mu oferować warzywa w małych miseczkach jako element każdego posiłku bez jakichkolwiek oczekiwań i włączyli go w gotowanie. Po trzech tygodniach Mateusz po raz pierwszy spróbował surowej papryki. Po dwóch miesiącach regularnie jadł marchewkę, ogórka i pomidorki koktajlowe. Nie dlatego, że musiał, ale dlatego, że chciał.

Warto wspomnieć jeszcze o jednym aspekcie, o którym często się zapomina: atmosferze emocjonalnej przy stole. Jedzenie powinno być przyjemnym doświadczeniem towarzyskim, a nie polem bitwy. W momencie, gdy stół zamienia się w miejsce negocjacji i napięcia, dziecko zaczyna kojarzyć jedzenie z negatywnymi emocjami – i dotyczy to nie tylko warzyw, ale jedzenia w ogóle. Jeśli przy jedzeniu rozwiązuje się konflikty, jeśli dziecko jest za swoje wybory żywieniowe krytykowane lub wyśmiewane, może to prowadzić do problematycznego stosunku do jedzenia, który utrzyma się aż do dorosłości. Natomiast spokojna, przyjazna atmosfera, w której o jedzeniu mówi się pozytywnie i bez nacisku, tworzy przestrzeń, w której dziecko jest gotowe eksperymentować.

Jeśli chodzi o konkretne wskazówki, które mogą pomóc rodzicom na drodze do tego, aby ich dzieci zaakceptowały warzywa w naturalny sposób, sprawdza się kilka prostych zasad:

  • Oferujcie warzywa wielokrotnie, ale bez komentarza i bez nacisku
  • Podawajcie je w różnych formach i kombinacjach – surowe, pieczone, w zupie, z dipem
  • Włączajcie dzieci w zakupy, wybór i przygotowywanie warzyw
  • Jedzcie warzywa sami i mówcie o nich pozytywnie, ale naturalnie
  • Nie łączcie warzyw z nagrodami ani karami
  • Bądźcie cierpliwi – zmiana może trwać tygodnie, a nawet miesiące

Jest zrozumiałe, że rodzice odczuwają niepokój, gdy ich dziecko odmawia całej jednej grupy pokarmowej. Obawy o wystarczające spożycie witamin i minerałów są uzasadnione. Jeśli dziecko długotrwale odmawia nie tylko warzyw, ale i owoców, a jego dieta jest znacznie ograniczona, zdecydowanie wskazana jest konsultacja z pediatrą lub dziecięcym terapeutą żywieniowym. W zdecydowanej większości przypadków odmawianie warzyw jest jednak rozwojowo normalną fazą, która przy właściwym podejściu mija.

Droga do tego, aby dziecko jadło warzywa, to nie sprint, lecz maraton. Nie prowadzi przez ultimata przy kolacji ani przez potajemnie wmiksowanego brokuła. Prowadzi przez cierpliwość, powtarzanie, pozytywny przykład i zaufanie do tego, że dziecko jest w stanie nauczyć się jeść urozmaicone posiłki – jeśli stworzymy mu do tego odpowiednie warunki. I być może właśnie to jest najważniejsza lekcja, jaką dają nam nasze dzieci przy stole: że prawdziwa zmiana przychodzi wtedy, gdy przestajemy naciskać i zaczynamy ufać.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk