facebook
Zniżka SUMMER już teraz! SUMMER Do aplikacji
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Każdy rodzic to zna. Na lodówce wisi narysowana rodzina z głowami zbyt dużymi, na półce stoi ceramiczny kubek z nierówną krawędzią, a w szufladzie piętrzą się dziesiątki wycinanek, naklejanek i rysunków, których nie sposób nawet zidentyfikować, co właściwie przedstawiają. Dziecięce prace przychodzą do domu z przedszkola i szkoły w takiej ilości, że można by nimi dosłownie wyłożyć całe mieszkanie. A przecież każda z nich powstała z miłością, entuzjazmem i skupieniem, które mały twórca poświęcił właśnie temu konkretnemu kawałkowi papieru lub plastiku. Jak więc sobie z tym poradzić, żeby rodzice nie czuli ciężaru winy za każdym razem, gdy otwierają kosz?

To nie tylko praktyczny problem z brakiem miejsca. To emocjonalne obciążenie, które cicho narasta razem z papierami na stole. Rodzice znajdują się bowiem w pułapce między dwoma silnymi uczuciami – miłością do dziecka i jego twórczości z jednej strony, a zdrowym rozsądkiem i potrzebą porządku z drugiej. Psycholodzy i doradcy ds. życia rodzinnego wielokrotnie podkreślają, że poczucie winy związane z wyrzucaniem dziecięcych prac jest całkowicie normalne i podziela je zdecydowana większość rodziców. Nie jesteście z tym sami.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Dlaczego tak trudno pozbyć się prac

Źródło problemu tkwi głęboko w psychologii rodzicielstwa. Dziecięca praca to nie tylko kawałek papieru – to materialny dowód na to, że wasze dziecko rosło, uczyło się, tworzyło i przeżywało świat na swój sposób. Badania z dziedziny psychologii rozwojowej pokazują, że dzieci poprzez twórczość plastyczną przetwarzają emocje, rozwijają motorykę małą i ćwiczą zdolność wyrażania myśli, których jeszcze nie potrafią zwerbalizować. Każdy rysunek jest więc właściwie małym pamiętnikiem – a kto chciałby wyrzucić pamiętnik swojego dziecka?

Dodajmy do tego fakt, że same dzieci mogą być bardzo przywiązane do swoich prac. Trzyletnie dziecko, które przynosi do domu rysunek i dumnie go pokazuje, przeżywa jeden z pierwszych momentów publicznego uznania swojej pracy. Reakcja rodzica w tej chwili kształtuje stosunek dziecka do własnej twórczości na długie lata. Nic dziwnego, że rodzice wolą zostawić pracę wiszącą na lodówce przez kolejne pół roku, niż ryzykować rozczarowanie na twarzy dwulatka.

Rzeczywistość jest jednak taka, że prac przybywa w postępie geometrycznym. Przeciętne dziecko przynosi z przedszkola i szkoły podstawowej przez cały okres nauki setki, a może i tysiące rysunków, modeli i prac ręcznych. Fizycznie nie jest możliwe zachowanie wszystkiego – i wcale nie jest to konieczne.

Kluczowy przełom następuje w momencie, gdy rodzice uświadamiają sobie, że zachowanie wspomnienia niekoniecznie oznacza zachowanie fizycznego przedmiotu. To rozróżnienie jest wyzwalające. Wspomnienie żyje w głowie, w sercu, na zdjęciu lub w opowieści – niekoniecznie w kartonowym modelu zamku, który i tak za trzy miesiące się rozpadnie.

Sprytne sposoby na zachowanie dziecięcej twórczości i jednoczesne zrobienie porządku

Zanim przejdziemy do wyrzucania, warto przyjrzeć się możliwościom sensownego archiwizowania prac lub nadania im nowego życia. Współcześni rodzice mają do dyspozycji wiele kreatywnych rozwiązań, które działają lepiej niż stos papierów w pudełku pod łóżkiem.

Jedną z najprostszych, a zarazem najskuteczniejszych metod jest cyfrowe archiwum. Wystarczy sfotografować pracę przy dobrym oświetleniu, ewentualnie ją zeskanować i zapisać w folderze posortowanym według wieku dziecka. Istnieją nawet specjalistyczne aplikacje, jak Artkive czy Keepy, zaprojektowane specjalnie do archiwizacji dziecięcej twórczości, które umożliwiają tworzenie z zdjęć drukowanych książek. Gotowa książka może być zaskakująco wzruszającym prezentem urodzinowym lub pamiątką z ukończenia szkoły podstawowej. Dziecko otrzymuje piękny artefakt, wy pozbęwacie się fizycznego bałaganu, a wspomnienie zostaje zachowane.

Kolejną możliwością jest podejście selekcyjne – zamiast próbować zachować wszystko, usiąść z dzieckiem od czasu do czasu i wspólnie wybrać trzy do pięciu prac, które są dla niego naprawdę ważne. Ten proces ma też wymiar pedagogiczny: dziecko uczy się oceniać własną pracę, rozróżniać, co uważa za udane, i przyjmować fakt, że nie każde dzieło musi przetrwać wiecznie. To właściwie pierwsza lekcja kuratorstwa, jak powiedziałby każdy specjalista z dziedziny edukacji artystycznej.

Dla tych, którzy chcą pójść jeszcze dalej, istnieją kreatywne sposoby na przekształcenie prac w elementy codziennego życia. Rysunki dziecka można wykorzystać jako wzór do nadruku na koszulkę, kubek, puzzle lub torbę. Niektóre firmy oferują też przenoszenie dziecięcych rysunków na biżuterię lub poduszki. Takie podejście jest zgodne z filozofią zrównoważonej konsumpcji – zamiast gromadzenia rzeczy powstaje jedna sensowna, funkcjonalna rzecz z osobistą historią. A przy okazji taki kubek z rysunkiem waszego dziecka to o wiele ładniejszy prezent dla dziadków niż jakikolwiek kupiony drobiazg.

Ciekawą inspirację oferuje też japońska filozofia wabi-sabi, która celebruje piękno niedoskonałości i przemijania. Według tego spojrzenia na świat nie trzeba przywiązywać się do fizycznych przedmiotów – wartość rzeczy tkwi w momencie ich powstania i przeżycia, nie w ich trwałym przechowywaniu. Zastosowanie tego spojrzenia do dziecięcych prac może być naprawdę wyzwalające.

Dětské výtvory, smartphone s digitálním archivem a tištěná kniha vzpomínek

Kiedy i jak ekologicznie i świadomie pozbywać się prac

Przychodzi moment, gdy rodzic decyduje się zrobić porządek. I tu pojawia się ta delikatna kwestia – jak postąpić z pracami tak, żeby nie było to zwykłe wyrzucanie do kosza, lecz świadome i w miarę możliwości ekologiczne pożegnanie.

Papierowe prace, które nie są zbytnio zabrudzone farbami lub klejem, można bez problemu wrzucić do niebieskiego pojemnika na papier. Tu obowiązuje prosta zasada: jeśli materiał był papierowy, może z niego powstać nowy papierowy recyklat. Nie ma powodu do wyrzutów sumienia – papier jest przetwarzany, dostaje nowe życie, a wasze dziecko przy okazji otrzymuje pierwszą lekcję o gospodarce obiegu zamkniętego.

Trudniej jest z pracami mieszanymi – gdzie łączy się papier, plastik, tkanina, metal lub ceramika. Tu warto rozłożyć pracę na części i każdy składnik sortować osobno. Ceramiczne i gipsowe modele, jeśli są uszkodzone, należą do gruzu budowlanego lub na punkt zbiórki odpadów. Tekstylne prace, jeśli są nadal funkcjonalne, można przekazać do zbiórek charytatywnych lub centrów społecznych.

Osobnym rozdziałem są prace z materiałów naturalnych – suszonych liści, gałązek, szyszek lub kamyków. Te można bez problemu zwrócić naturze – skompostować lub po prostu wysypać w ogrodzie lub lesie. Natura poradzi sobie sama.

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy sześcioletnie dziecko przynosi do domu duży model wulkanu wykonany z masy papierowej, tempery i folii aluminiowej. Wulkan zajmuje pół półki, po trzech tygodniach zaczyna się kruszyć, a rodzice głowią się, co z nim zrobić. Rozwiązanie? Sfotografować go ze wszystkich stron, urządzić małą ceremonię pożegnania – na przykład wspólnie z dzieckiem przejrzeć zdjęcia i porozmawiać o tym, jak wulkan powstawał – a następnie go rozłożyć. Masa papierowa do kompostu, folia aluminiowa do metalu, resztki tempery do odpadów. Dziecko uczy się, że rzeczy mają swój czas, a wspomnienie pozostaje w albumie.

Jak mówi duńska psycholożka i autorka książek o wychowaniu Iben Dissing Sandahl: „Dzieci nie potrzebują, żebyśmy przechowywali ich rzeczy – potrzebują, żebyśmy przechowywali ich historie." To zdanie jest być może najlepszym kompasem, jaki rodzice mogą mieć podczas porządkowania dziecięcych prac.

Świadome postępowanie z odpadami i zrównoważone podejście do gospodarstwa domowego to nie tylko modne trendy – to praktyczne narzędzia do życia w większej lekkości i z mniejszym obciążeniem, zarówno fizycznym, jak i emocjonalnym. Organizacje takie jak Zero Waste Europe od lat zwracają uwagę, że znaczna część odpadów domowych powstaje właśnie z rzeczy, do których mamy silny emocjonalny stosunek, a których nigdy nie wykorzystujemy. Dziecięce prace są w tym względzie typowym przykładem.

Istnieje jeszcze jeden sposób, by nadać pracom sens nawet po upływie ich „czasu życia" – przekazać je dalej. Przedszkola, szpitale dziecięce, centra społeczne lub domy seniora często chętnie przyjmują kolorowe obrazki jako dekoracje. Praca dostaje nową publiczność, nową przestrzeń i nową historię. Dla dziecka świadomość, że jego rysunek wisi gdzieś, gdzie widzą go inni ludzie, może być nawet bardziej dumnym przeżyciem niż gdyby leżał schowany w szufladzie w domu.

Poczucie winy przy wyrzucaniu dziecięcych prac jest naturalne, ale nie jest obowiązkowe. Rodzice, którzy wypracują jasny system – archiwizować cyfrowo, zachować fizycznie tylko to, co najcenniejsze, resztę poddać recyklingowi lub przekazać – odkryją, że proces selekcji staje się przyjemnym rytuałem zamiast nieprzyjemnego obowiązku. A dzieci, które są włączone w ten proces, uczą się jednej z najważniejszych życiowych umiejętności: że wartość rzeczy nie tkwi w ich ilości, lecz w historii, którą niosą.

Udostępnij
Kategoria Wyszukiwanie Koszyk