facebook
Zniżka APP5 już teraz! APP5 Do aplikacji
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Istnieje jeden bardzo cichy i niepozorny sposób na okłamywanie samego siebie. Nie wymaga kłamstwa wobec innych, nie wymaga też szczególnego wysiłku. Wystarczy powiedzieć sobie każdego ranka: funkcjonuję, więc wszystko ze mną w porządku. I właśnie w tym momencie może zacząć się to, co psycholodzy coraz częściej nazywają fałszywym dobrostanem – stan, w którym mylimy zdolność do funkcjonowania z prawdziwym szczęściem.

To zamiana tak naturalna, tak głęboko zakorzeniona w codziennym życiu, że większość ludzi w ogóle jej nie dostrzega. Wstajemy, parzemy kawę, odpisujemy na maile, zajmujemy się dziećmi, jedziemy na zakupy, wieczorem oglądamy serial. Wszystko przebiega bez większych problemów. Nic się nie posypało. Nic nie wymknęło się spod kontroli. Mówimy więc sobie, że wszystko jest w porządku. Ale co, jeśli „być w porządku" to za mało?


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Funkcjonalność jako maska, nie jako cel

Nowoczesne społeczeństwo uczy nas od najmłodszych lat jednej rzeczy ponad wszystko inne: być produktywnym. Wypełniać zadania, dotrzymywać zobowiązań, wyglądać kompetentnie. Ta presja jest tak silna i tak wszechobecna, że stopniowo przestaliśmy zadawać sobie pytanie, jak się właściwie czujemy – i zaczęliśmy zamiast tego pytać wyłącznie o to, czy dajemy radę. Dajesz radę w pracy? Dajesz radę z rodziną? Dajesz radę z domem? Jeśli odpowiedzi są twierdzące, system ocenia cię jako funkcjonalnego, a więc zadowolonego.

Problem polega na tym, że funkcjonalność i zadowolenie to dwie zupełnie różne rzeczy. Człowiek może przez lata funkcjonować jak dobrze naoliwiona maszyna, a jednocześnie czuć się w środku pusty, zmęczony lub zagubiony. Może chodzić do pracy, uśmiechać się na spotkaniach, gotować kolacje i mimo to mieć poczucie, że żyje jakby obok siebie. Psycholodzy mają na ten stan różne nazwy – mówią o „languishing", o chronicznym łagodnym niezadowoleniu, o cichym wypaleniu. Ale wszystkie te pojęcia opisują w istocie to samo: życie, które funkcjonuje, ale nie rozkwita.

Amerykański psycholog Adam Grant opisał ten stan w 2021 roku w eseju dla New York Times jako poczucie stagnacji i pustki – nie depresja, ale też nie dobrostan. „Languishing," napisał Grant, „to ciche tracenie radości i sensu. I jest to dominująca emocja roku." Jego słowa odbiły się echem wśród milionów ludzi na całym świecie, ponieważ nazywały coś, co wielu czuło, ale nie potrafiło wyrazić.

I właśnie to jest kluczowa cecha fałszywego dobrostanu: trudno go nazwać. To nie choroba. To nie kryzys. To tylko taka... szarość. Codzienna szarość, która udaje normalność.

Jak fałszywy dobrostan wygląda w praktyce

Weźmy konkretny przykład. Jana to trzydziestoczteroletnia menedżerka projektów, matka dwójki dzieci, aktywna w mediach społecznościowych, gdzie regularnie udostępnia zdjęcia z wycieczek i rodzinnych uroczystości. Z zewnątrz jej życie wygląda świetnie – udana kariera, ładne mieszkanie, zdrowe dzieci. Jana sama powiedziałaby wam, że nie może narzekać. Ale w prywatności przyznaje, że nie potrafi sobie przypomnieć, kiedy ostatnio przeżyła dzień, w którym czuła się naprawdę żywa. Kiedy ostatnio robiła coś tylko dlatego, że sprawia jej to radość – nie dlatego, że było to konieczne, użyteczne lub produktywne.

Historia Jany nie jest wyjątkowa. Jest wręcz bardzo powszechna i bardzo dobrze ilustruje mechanizm fałszywego dobrostanu: przyjmujemy brak problemów jako dowód obecności szczęścia. Ponieważ nic nie płonie, myślimy, że jest ciepło. Ale ciepło i brak ognia to dwie różne rzeczy.

Ten błąd ma głębokie korzenie. Psychologia rozróżnia między tak zwanym dobrostanem hedonicznym – czyli przyjemnymi odczuciami i brakiem nieprzyjemnych – a dobrostanem eudajmonicznym, który obejmuje sens, rozwój, autentyczność i głębokie połączenie z innymi. Badania wielokrotnie pokazują, że długotrwałe zadowolenie zależy w znacznie większym stopniu od składowej eudajmonicznej, podczas gdy dobrostan hedoniczny, czyli samo unikanie nieprzyjemności i szukanie chwilowej przyjemności, nie wystarcza. Przegląd badań dostępny między innymi przez American Psychological Association wielokrotnie potwierdza tę tezę.

Jednak nasza kultura trenuje nas dokładnie odwrotnie. Usuń problemy, unikaj bólu, optymalizuj komfort. A efektem jest to, że bardzo dobrze umiemy zarządzać zewnętrznymi okolicznościami naszego życia, ale tracimy kontakt z jego wewnętrzną jakością.

Dlaczego tak trudno rozpoznać fałszywy dobrostan

Jednym z powodów, dla których fałszywy dobrostan jest tak podstępny, jest to, że doskonale maskuje się pod odpowiedzialność i dojrzałość. Narzekanie, gdy obiektywnie „nie ma na co", wydaje się niestosowne. Powiedzenie głośno, że czujesz się pusty, choć masz pracę, rodzinę i dach nad głową, wywołuje natychmiastowy odruch: „Ale przecież masz wszystko." I tak większość ludzi milczy. Przystosowuje się. Uczy się zadowalać funkcjonowaniem.

Kolejnym czynnikiem jest to, co nazywa się adaptacją hedoniczną – psychologiczny mechanizm, dzięki któremu szybko przyzwyczajamy się do przyjemnych rzeczy i przestajemy je postrzegać jako źródło radości. Nowy samochód przestaje cieszyć po kilku tygodniach. Awans w pracy przynosi euforię na kilka dni. Urlop staje się koniecznością, nie przygodą. To zjawisko opisali między innymi badacze z University of California w Riverside i pokazuje, że pogoń za zewnętrznymi źródłami szczęścia jest z natury skazana na niepowodzenie, jeśli nie towarzyszy jej głębsza praca wewnętrzna.

I właśnie tu kryje się paradoks społeczeństwa konsumpcyjnego: oferuje nam nieskończoną ilość produktów, doświadczeń i narzędzi optymalizacyjnych, które obiecują dobrostan – a jednocześnie utrzymuje nas w kołowrotku, który systematycznie ten dobrostan podkopuje. Kupujemy aplikacje wellness i nie mamy czasu, żeby po prostu usiąść i być. Kupujemy ergonomiczne wyposażenie domu i nigdy się nie zatrzymujemy, żeby zapytać, czy ten dom naprawdę nam służy.

A przecież istnieją bardzo konkretne i dostępne sposoby, by wyrwać się z tego kołowrotka – albo przynajmniej zwolnić jego obroty. Badania pokazują, że kluczem nie jest dodawanie, lecz odejmowanie. Mniej obowiązków, mniej cyfrowego hałasu, mniej udawania. Więcej obecności, więcej autentyczności, więcej rzeczy, które robimy dlatego, że naprawdę nas wypełniają.

Spokojna flat-lay kompozycja codziennych przedmiotów dla świadomego stylu życia – kawa, kamień, roślina, notatnik

Co z tym zrobić – i dlaczego liczy się każda codzienna drobnostka

Fałszywego dobrostanu nie leczy wielka rewolucja. Nie rozwiąże go zmiana pracy, przeprowadzka do innego miasta ani radykalny zwrot w życiu – choć czasem kroki te mogą być potrzebne. Znacznie częściej leczy go uwaga poświęcona codziennym drobiazgom, które albo wzmacniają, albo wyczerpują naszą wewnętrzną pojemność.

Jedną z rzeczy o udowodnionym wpływie na prawdziwy (nie fałszywy) dobrostan jest środowisko, w którym żyjemy. Badania z zakresu psychologii środowiskowej wielokrotnie dowodzą, że przyroda, naturalne materiały i mniej toksyczne otoczenie mają bezpośredni wpływ na nasze psychiczne samopoczucie. Pobyt w przyrodzie obniża poziom kortyzolu, naturalne zapachy i materiały uspokajają układ nerwowy, a nawet jakość produktów, których używamy każdego dnia – od jedzenia przez kosmetyki po ubrania – wpływa na to, jak się czujemy. To nie romantyczny wymysł, to fizjologia.

Właśnie dlatego coraz więcej ludzi zwraca uwagę na bardziej świadomy sposób życia – nie jako modny trend, ale jako praktyczną odpowiedź na problem fałszywego dobrostanu. Wybierają produkty wytwarzane z myślą o zdrowiu człowieka i planety, interesują się składem tego, co jedzą i co nakładają na skórę, i weryfikują, ile rzeczy naprawdę potrzebują. Ten wybór nie jest tylko etyczny – to wybór dla własnego dobrostanu.

Ale uwaga: nawet ta droga nie może stać się kolejną spiralą optymalizacji. Kolejnym przejawem fałszywego dobrostanu jest bowiem perfekcjonizm wellness – stan, w którym dążenie do zdrowego stylu życia staje się kolejną listą zadań, którą musimy odfajkować, żeby poczuć się wystarczająco dobrze. Kiedy medytacja staje się obowiązkiem, a dieta bezglutenowa źródłem lęku, wracamy do punktu wyjścia. Znów funkcjonalność zamiast szczęścia, tylko w innym opakowaniu.

Prawdziwy dobrostan – ten, który nie jest fałszywy – wygląda inaczej. Jest mniej instagramowalny. Jest cichszy. Przejawia się w chwilach, gdy uświadamiamy sobie, że cieszy nas poranna kawa nie dlatego, że jest częścią rytuału produktywności, ale po prostu dlatego, że jest dobra. Kiedy śmiejemy się bez powodu. Kiedy potrafimy zatrzymać się w środku dnia i powiedzieć sobie: tu chcę być. Nie dlatego, że wykonaliśmy plan, ale dlatego, że jesteśmy naprawdę obecni.

Arystoteles wierzył, że prawdziwe szczęście – eudajmonia – to nie stan, lecz aktywność. To nie coś, co mamy lub nie mamy, ale coś, co robimy, jak żyjemy, jakie wybory podejmujemy każdego dnia. I być może właśnie to jest najważniejsza rzecz, którą fałszywy dobrostan nam odbiera: zdolność do postrzegania życia jako aktywnego tworzenia, a nie biernego przeżywania bez większych kłopotów.

Rozpoznanie fałszywego dobrostanu we własnym życiu nie jest łatwe. Ale pierwszy krok jest zaskakująco prosty: przestać pytać wyłącznie „daję radę?" i zacząć pytać także „czy czuję się żywy?" Odpowiedź na to pytanie może być nieprzyjemna. Ale to uczciwe pytanie – a uczciwe pytania są zawsze lepszym punktem wyjścia niż wygodne złudzenia.

Udostępnij
Kategoria Wyszukiwanie Koszyk