facebook
TOP zniżka już teraz! | Kod TOP zapewni Ci 5% zniżki na całe zakupy. | KOD: TOP 📋
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Dlaczego kobiety po 35. roku życia trudniej chudną i jak to zmienić

Gdy mówi się odchudzanie po trzydziestce piątce, większość kobiet przytakuje z wyrazem twarzy, który mówi sam za siebie. To, co działało w wieku dwudziestu lat – opuszczenie kolacji, dodanie kilku biegów w tygodniu –, nagle przestaje przynosić efekty. Waga trzyma się jak przyklejona, a nawet gdy jadłospis wydaje się rozsądny, ciało jakby robiło, co chce. To nie wymówka ani brak silnej woli. Za całym zjawiskiem stoi dość złożona gra zmian hormonalnych, a jednym z głównych aktorów tej historii jest kortyzolhormon stresu, o którym mówi się coraz więcej, ale mało kto naprawdę rozumie, jak zasadniczo wpływa na kobiece ciało właśnie w tym okresie życia.

Wyobraźcie sobie na przykład Lenkę, matkę dwójki dzieci, która pracuje na pełen etat w biurze, wieczorem pomaga przy lekcjach, a w weekendy stara się nadrobić zaległości domowe. Ma trzydzieści siedem lat. Pięć lat temu schudła dziesięć kilogramów stosunkowo łatwo – wystarczyło ograniczyć słodycze i chodzić trzy razy w tygodniu na spinning. Teraz robi to samo, ale wyniki nie przychodzą. Wręcz przeciwnie, ma wrażenie, że przybywa jej tłuszczu w okolicy brzucha, gdzie wcześniej nigdy go nie miała. Lekarz powiedział jej, że jej wyniki krwi są w porządku, tarczyca działa normalnie. Co się więc dzieje?

Odpowiedź jest bardziej złożona, niż mogłoby się wydawać, ale zaczyna się od jednego kluczowego faktu: kobiece ciało po trzydziestym piątym roku życia przechodzi zmiany hormonalne, które zmieniają sposób, w jaki przetwarza energię, magazynuje tłuszcz i reaguje na stres. I właśnie stres – a konkretnie chronicznie podwyższony poziom kortyzolu – odgrywa w tym procesie rolę, która była długo niedoceniana.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Dlaczego kobiety po 35. roku życia trudniej chudną i co się dzieje z hormonami

Około trzydziestego piątego roku życia u kobiet zaczyna się stopniowy spadek poziomu estrogenu i progesteronu. Nie chodzi o menopauzę – ta przychodzi typowo około pięćdziesiątki –, ale o tak zwany okres perimenopauzy, który może się zacząć nawet dziesięć do piętnastu lat wcześniej. Według Amerykańskiego Towarzystwa Medycyny Reprodukcyjnej (ASRM) pierwsze zmiany hormonalne mogą się pojawić już od połowy trzeciej dekady życia, choć większość kobiet zauważa je dopiero później.

Progesteron spada zwykle jako pierwszy. Hormon ten odgrywa ważną rolę w regulacji nastroju, snu i metabolizmu. Gdy jego poziom spada, ciało staje się bardziej wrażliwe na stres, gorzej się regeneruje i ma tendencję do magazynowania większej ilości tłuszczu, szczególnie w okolicy brzucha. Estrogen, który między innymi pomaga utrzymać wrażliwość komórek na insulinę, spada wolniej, ale jego ubytek stopniowo pogarsza zdolność ciała do efektywnego przetwarzania cukrów i węglowodanów.

Do tego dochodzi naturalny ubytek masy mięśniowej – tak zwana sarkopenia –, który zaczyna się już po trzydziestce i przyspiesza, jeśli kobieta aktywnie nie ćwiczy siłowo. Mięśnie są przy tym najbardziej aktywną metabolicznie tkanką w ciele. Mniej mięśni oznacza niższy metabolizm podstawowy, czyli mniej kalorii spalanych w spoczynku. Badania opublikowane w czasopiśmie The Journal of Clinical Endocrinology & Metabolism wielokrotnie potwierdzają, że kombinacja zmian hormonalnych i ubytku masy mięśniowej prowadzi u kobiet po trzydziestce piątce do średniego obniżenia metabolizmu podstawowego o dwa do czterech procent na dekadę.

To wszystko samo w sobie wystarczyłoby, aby odchudzanie było trudniejsze. Jednak do gry wchodzi jeszcze jeden czynnik, który całą sytuację dramatycznie komplikuje.

Kortyzol. Hormon, który ciało produkuje w nadnerczach jako odpowiedź na stres – czy to fizyczny, psychiczny, czy emocjonalny. W krótkim okresie kortyzol jest użyteczny: pomaga mobilizować energię, zwiększa uwagę i przygotowuje organizm do działania. Problem pojawia się, gdy jego poziom jest podwyższony długoterminowo. I właśnie taka jest sytuacja, w której znajduje się ogromna liczba kobiet w wieku produkcyjnym.

Chroniczny stres dziś nie jest wyjątkiem, lecz normą. Presja w pracy, opieka nad dziećmi, problemy finansowe, brak snu, nadmierny wysiłek fizyczny, surowe diety – to wszystko czynniki, które utrzymują poziom kortyzolu stale wysoko. I tu koło się zamyka, ponieważ kortyzol ma na kobiece ciało po trzydziestce piątce niezwykle silny wpływ.

Po pierwsze, kortyzol bezpośrednio wspiera magazynowanie tłuszczu trzewnego, czyli tłuszczu wokół narządów wewnętrznych w jamie brzusznej. Ten typ tłuszczu jest aktywny metabolicznie i zwiększa ryzyko chorób sercowo-naczyniowych oraz cukrzycy typu 2. Badanie z Uniwersytetu Yale z 2000 roku, prowadzone przez badaczkę Elissę Epel, wykazało, że nawet szczupłe kobiety z chronicznie podwyższonym kortyzolem mają tendencję do magazynowania większej ilości tłuszczu właśnie w okolicy brzucha. Po drugie, kortyzol zwiększa insulinooporność, co oznacza, że ciało potrzebuje więcej insuliny do przetworzenia tej samej ilości cukru. Wyższy poziom insuliny z kolei blokuje spalanie tłuszczów. Po trzecie, kortyzol zaburza jakość snu – a brak snu sam w sobie zwiększa poziom greliny (hormonu głodu) i obniża poziom leptyny (hormonu sytości). Powstaje w ten sposób błędne koło, z którego trudno się wyrwać.

Jak kiedyś zauważyła endokrynolog dr Sara Gottfried, autorka książki The Hormone Cure: „Kortyzol to ten hormon, który decyduje o tym, czy wasze ciało spala tłuszcz, czy go magazynuje. A po trzydziestce piątce większość kobiet ma kortyzol chronicznie podwyższony, nawet o tym nie wiedząc."

Wróćmy do Lenki. Jej problem nie polegał na tym, że źle jadła lub za mało ćwiczyła. Jej problem polegał na tym, że jej ciało było w permanentnym trybie stresowym. Niewystarczający sen (sześć godzin dziennie, często przerywany), wysoka presja w pracy, brak prawdziwego odpoczynku, a do tego intensywne treningi cardio, które paradoksalnie jeszcze bardziej podnosiły kortyzol. Jej ciało było w trybie przetrwania, a w takim trybie ciało tłuszczu nie puszcza – wręcz przeciwnie, gromadzi go jako zapas na gorsze czasy.

Co ma z tym wspólnego kortyzol i jak zmienić sytuację

Zrozumienie roli kortyzolu to pierwszy krok. Drugi, znacznie ważniejszy, to zmiana podejścia. I tu trzeba powiedzieć jedną niepopularną prawdę: rozwiązaniem zazwyczaj nie jest jeść mniej i ćwiczyć więcej. Dla kobiet po trzydziestce piątce z chronicznie podwyższonym kortyzolem surowa restrykcja kaloryczna i intensywne ćwiczenia mogą być wręcz kontrproduktywne, ponieważ jedno i drugie stanowi dla ciała kolejny bodziec stresowy.

Co więc działa? Przede wszystkim trzeba skupić się na obniżeniu chronicznego stresu i regulacji kortyzolu. To nie oznacza odejścia z pracy i przeprowadzki na wieś (choć z pewnością by to pomogło), ale wprowadzenia do codziennego życia konkretnych nawyków, które poziom kortyzolu w udowodniony sposób obniżają.

Sen jest absolutnym priorytetem. Badania opublikowane w Sleep Medicine Reviews pokazują, że już jedna noc ze snem krótszym niż sześć godzin zwiększa poziom kortyzolu następnego dnia o dziesięć do piętnastu procent. Chroniczny brak snu prowadzi natomiast do trwałego zaburzenia równowagi hormonalnej. Dla kobiet po trzydziestce piątce idealne jest siedem do ośmiu godzin jakościowego snu, najlepiej z regularnym rytmem zasypiania i budzenia się.

Ruch jest ważny, ale jego forma ma znaczenie. Zamiast intensywnego treningu cardio, który podnosi kortyzol, dla tej grupy wiekowej korzystniejsza jest kombinacja treningu siłowego i ruchu o niskiej do średniej intensywności. Trening siłowy buduje masę mięśniową, dzięki czemu zwiększa metabolizm podstawowy, a jednocześnie nie obciąża ciała tak jak na przykład godzinny bieg czy trening HIIT. Spacery, joga, pływanie – to wszystko aktywności, które wspierają spalanie tłuszczów i jednocześnie pomagają regulować kortyzol. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dorośli powinni poświęcać aktywnościom wzmacniającym co najmniej dwa dni w tygodniu, a to dotyczy podwójnie kobiet w wieku, gdy naturalnie ubywają mięśnie.

Odżywianie nie powinno opierać się na surowych restrykcjach, lecz na stabilności. Regularne posiłki z odpowiednią ilością białka, zdrowych tłuszczów i błonnika pomagają utrzymać stabilny poziom cukru we krwi, co bezpośrednio wpływa na poziom kortyzolu. Pomijanie posiłków lub zbyt niskie spożycie kalorii wręcz przeciwnie – stresuje ciało i podnosi kortyzol. Badania wskazują, że spożycie białka w granicach 1,2 do 1,6 grama na kilogram masy ciała dziennie jest dla kobiet po trzydziestce piątce optymalne – wspiera utrzymanie masy mięśniowej i sytość.

Zasadniczą rolę odgrywa też świadome radzenie sobie ze stresem. Medytacja, ćwiczenia oddechowe, przebywanie na łonie natury, kontakt społeczny – to nie luksusowe dodatki do stylu życia, lecz narzędzia o udowodnionym wpływie na równowagę hormonalną. Metaanaliza opublikowana w JAMA Internal Medicine w 2014 roku potwierdziła, że regularna medytacja mindfulness znacząco obniża poziom kortyzolu i poprawia subiektywne odczuwanie stresu.

I jest jeszcze jeden aspekt, o którym mówi się rzadziej: relacja z własnym ciałem. Kobiety po trzydziestce piątce często żyją w nieustannym konflikcie między tym, jak wyglądały wcześniej, a tym, jak wyglądają teraz. Ta wewnętrzna walka sama w sobie jest źródłem stresu. Zaakceptowanie faktu, że ciało się zmienia i że te zmiany są fizjologicznie normalne, może paradoksalnie być pierwszym krokiem do tego, aby waga ruszyła w pożądanym kierunku. Gdy ciało przestaje być postrzegane jako wróg, kortyzol spada i organizm przełącza się z trybu przetrwania w tryb regeneracji.

Lenka ostatecznie zmieniła podejście. Przestała biegać codziennie i zamiast tego zaczęła trzy razy w tygodniu ćwiczyć siłowo z masą własnego ciała, a dwa razy w tygodniu chodziła na długie spacery. Zaczęła spać siedem godzin, nawet jeśli oznaczało to, że niektóre prace domowe musiały poczekać. Dodała do jadłospisu więcej białka i przestała liczyć kalorie. W ciągu trzech miesięcy nie schudła na wadze dramatycznie – zrzuciła około trzech kilogramów –, ale jej obwód talii zmniejszył się o pięć centymetrów, lepiej spała, miała więcej energii i przestała mieć popołudniowe spadki nastroju. Jej ciało przestało się bronić.

Historia odchudzania po trzydziestce piątce nie jest historią o porażce silnej woli. To historia o tym, jak kobiece ciało dostosowuje się do zmieniających się warunków hormonalnych i jak na to reaguje współczesny styl życia pełen stresu, braku snu i niewłaściwie dobranego ruchu. Kortyzol w tej historii odgrywa rolę cichego sabotażysty – działa w tle, niepostrzeżenie, ale z ogromnym wpływem. Dobrą wiadomością jest, że gdy kobieta zrozumie, co dzieje się w jej ciele, może zacząć działać inaczej. Nie mocniej, ale mądrzej. A wyniki przyjdą – może wolniej, niż by sobie życzyła, ale za to trwalej.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk