facebook
Kto pierwszy, ten lepszy. Ta akcja się nie powtórzy.
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

# Dlaczego pragniemy pochwały i jak zacząć wystarczać sobie samemu

Każdy z nas lubi usłyszeć uznanie za dobrze wykonaną pracę. To naturalne i ludzkie – potrzeba bycia widzianym i docenianym należy do podstawowego wyposażenia naszej psychiki. Problem pojawia się w momencie, gdy z przyjemnego uczucia staje się koniecznością. Kiedy człowiek przestaje być zdolny do działania, tworzenia czy podejmowania decyzji bez uprzedniego sprawdzenia, co inni o tym myślą. Właśnie wtedy pragnienie pochwały zamienia się w uzależnienie – ciche, społecznie akceptowane, lecz przez to tym bardziej podstępne.

Uzależnienie od pochwały i uznania ze strony innych jest zjawiskiem, o którym mówi się coraz więcej, szczególnie w kontekście mediów społecznościowych i nowoczesnego stylu życia. Mimo to wiele osób nie rozpoznaje go nawet u siebie. Wygląda bowiem bardzo niewinnie – jak skromność, jak zainteresowanie innymi, jak chęć dobrego wykonania pracy. Pod powierzchnią kryje się jednak głęboka niepewność i niemożność ocenienia własnej wartości bez cudzego lustra.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Co kryje się za potrzebą nieustannego uznania

Psycholodzy określają nadmierne uzależnienie od pochwały terminem „external validation" – czyli poszukiwaniem potwierdzenia własnej wartości z zewnątrz. Badania z zakresu psychologii osobowości od dawna pokazują, że osoby z niskim poziomem poczucia własnej wartości są znacznie bardziej skłonne do wywodzenia swojej wartości z reakcji otoczenia. Nie chodzi przy tym o słabość charakteru – chodzi o wyuczony wzorzec zachowania, który wiele osób wynosi jeszcze z dzieciństwa.

Wyobraźmy sobie konkretną sytuację: Jana pracuje jako graficzka w średniej wielkości firmie. Jest utalentowana, kreatywna i kocha swoją pracę. Mimo to po każdym oddanym projekcie przeżywa intensywny lęk – czeka na reakcję przełożonego, odświeża e-mail co pięć minut i nie potrafi skupić się na niczym innym, dopóki nie otrzyma informacji zwrotnej. Jeśli pochwała jest duża, Jana przez kilka godzin czuje się świetnie. Jeśli przychodzi jedynie neutralny komentarz lub – nie daj Boże – krytyka, cały dzień jest dla niej stracony. Ten krąg powtarza się projekt po projekcie, rok po roku.

Przypadek Jany nie jest wyjątkowy. Wręcz przeciwnie, jest bardzo typowy dla osób, które dorastały w środowisku, gdzie miłość i akceptacja były uzależnione od wyników. Gdzie pochwała przychodziła tylko za osiągnięcia, nie za samo istnienie. Mózg w takim środowisku uczy się prostego równania: pochwała = jestem w porządku. I to równanie stosuje przez całe pozostałe życie.

Uzależnienie od uznania przejawia się na różne sposoby. Ktoś nieustannie szuka potwierdzenia w związkach i nie potrafi podjąć decyzji bez zgody partnera. Inny obsesyjnie śledzi liczbę polubień w mediach społecznościowych i buduje swój nastrój na ich podstawie. Jeszcze inny unika wszelkich sytuacji, w których mógłby zostać skrytykowany, i woli w ogóle nie zaczynać, niż ryzykować negatywną reakcję. Wspólnym mianownikiem jest zawsze to samo – centrum oceny własnej wartości leży na zewnątrz, nie wewnątrz.

Interesujące jest przy tym, jak ściśle to uzależnienie wiąże się z tym, co psycholog Carl Rogers nazywał „warunkową wartością" – przekonaniem, że jesteśmy warci miłości i akceptacji tylko wtedy, gdy spełniamy określone kryteria. Rogers przez całe życie argumentował, że prawdziwe zdrowie psychiczne opiera się na czymś przeciwnym: na bezwarunkowej akceptacji siebie. Jak sam mówił: „Paradoksem jest, że gdy akceptuję siebie takim, jakim jestem, mogę się zmienić."

Dziennik, długopis, sukulentna roślina i ziołowa herbata jako symbole pracy nad sobą i wewnętrznego oparcia

Jak wyrwać się z uzależnienia od pochwały i zacząć wystarczać sobie samemu

Dobra wiadomość jest taka, że uzależnienie od zewnętrznego uznania nie jest wyrokiem. To wyuczony wzorzec – a czego się nauczyliśmy, można się też oduczyć. Nie jest to szybki proces i z pewnością nie jednorazowa decyzja. To stopniowa, cierpliwa praca, która wymaga uczciwości wobec samego siebie i gotowości do znoszenia przejściowego dyskomfortu.

Pierwszym i zasadniczym krokiem jest uświadomienie sobie własnego wzorca. Zanim człowiek zacznie cokolwiek zmieniać, musi najpierw zobaczyć, co właściwie się dzieje. Oznacza to zauważanie momentów, gdy automatycznie szuka cudzej zgody – przed podjęciem decyzji, po jej podjęciu, w pracy, w związkach. Nie wystarczy to jedynie przeczuwać; warto konkretnie zapisywać te sytuacje. Pisanie dziennika lub proste notatki mogą być na tym etapie zaskakująco skutecznym narzędziem.

Kolejnym krokiem jest rozwijanie wewnętrznej oceny – czyli zdolności do oceniania własnego działania bez względu na reakcję otoczenia. Nie oznacza to stawania się aroganckim czy ignorowania informacji zwrotnej od innych. Oznacza to naukę zadawania sobie pytań: „Czy jestem zadowolony z tego, co zrobiłem? Czy odpowiada to moim wartościom? Czy zrobiłem to najlepiej, jak w tej chwili mogłem?" Te pytania pomagają przesunąć centrum oceny z powrotem do wewnątrz, gdzie naturalnie przynależy.

Bardzo skuteczną techniką jest także celowe wystawianie się na sytuacje, w których pochwała nie nadejdzie. Jest to forma stopniowego odwrażliwiania – podobnie jak w przypadku innych lęków. Człowiek robi coś dobrego i celowo nikomu o tym nie mówi. Pomaga obcej osobie, nie udostępniając tego w mediach społecznościowych. Oddaje projekt i zamiast czekać na reakcję, świadomie przekierowuje się na inną czynność. Każde takie doświadczenie jest małym dowodem na to, że świat się nie zawali, nawet jeśli pochwała nie nadejdzie – i że własna wartość pozostaje taka sama bez względu na to, co myślą inni.

Nie można przy tym pominąć roli współczucia dla siebie (ang. self-compassion), o którym pisze psycholożka Kristin Neff w swojej obszernej pracy poświęconej temu tematowi. Współczucie dla siebie nie jest tym samym co użalanie się nad sobą ani samochwalstwo. To zdolność do traktowania siebie z życzliwością i zrozumieniem – tak samo jak człowiek traktowałby dobrego przyjaciela, który zawiódł lub przechodzi przez trudny okres. Badania pokazują, że osoby z wyższym poziomem współczucia dla siebie są mniej uzależnione od zewnętrznego uznania, ponieważ potrafią same sobie zapewnić wsparcie emocjonalne.

W praktyce może to wyglądać tak: Jana oddaje projekt i zamiast czekać na e-mail, sama dla siebie ocenia, co jej się udało i co następnym razem zrobi inaczej. Jeśli przychodzi krytyka, nie traktuje jej jako dowodu, że jest złą graficzką – traktuje ją jako informację. Jeśli przychodzi pochwała, przyjmuje ją z wdzięcznością, ale nie pozwala się nią napędzać. Jej samoocena pozostaje stabilna bez względu na to, co nadchodzi z zewnątrz.

Ważną częścią pracy nad sobą jest także przewartościowanie stosunku do błędów i niepowodzeń. Osoby uzależnione od pochwały zazwyczaj boją się błędów, ponieważ w ich wewnętrznej logice błąd = utrata wartości = utrata akceptacji. Tymczasem błędy są nieuchronną częścią każdego uczenia się i każdego sensownego dążenia. Przyjęcie tej prawdy – nie tylko rozumowo, ale naprawdę ją zintegrowanie – jest jednym z najważniejszych kroków ku wolności psychicznej.

Media społecznościowe w tym kontekście zasługują na szczególną wzmiankę. Platformy takie jak Instagram czy TikTok są dosłownie zaprojektowane tak, aby maksymalizować uzależnienie od zewnętrznego uznania. Każde polubienie, komentarz czy udostępnienie wyzwala w mózgu uwolnienie dopaminy – tego samego neuroprzekaźnika, który stoi za uzależnieniem od hazardu czy substancji uzależniających. Świadome ograniczenie czasu spędzanego w mediach społecznościowych lub przynajmniej celowe przełączenie się w tryb „tylko obserwowanie, bez publikowania" może być dla wielu zaskakująco wyzwalającym doświadczeniem. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne wielokrotnie zwraca uwagę na bezpośredni związek między intensywnym korzystaniem z mediów społecznościowych a niższym poziomem poczucia własnej wartości, szczególnie u młodych ludzi.

Całego procesu budowania wewnętrznego oparcia i zdolności do wystarczania sobie samemu nie można oddzielić od szerszego kontekstu stylu życia. Zdrowy stosunek do siebie samego nie buduje się tylko w gabinecie terapeutycznym czy podczas medytacji – buduje się każdego dnia, w małych decyzjach. Należy do tego dbałość o ciało poprzez ruch i wartościowe odżywianie, odpowiednia ilość snu, czas spędzony na łonie natury, wartościowe relacje i aktywności przynoszące radość bez względu na to, czy ktoś je widzi. Nie chodzi o to, by stać się samowystarczalną wyspą bez potrzeby innych – chodzi o to, by relacje z innymi wynikały z wyboru i wzajemności, a nie ze strachu przed odrzuceniem.

Warto przypomnieć, że szukanie profesjonalnej pomocy – czy to w formie psychoterapii czy coachingu – nie jest przejawem słabości, lecz odwagi. Terapia poznawczo-behawioralna i podejścia na niej oparte mają bardzo dobre wyniki w pracy z uzależnieniem od zewnętrznego uznania. Dla wielu osób właśnie przestrzeń terapeutyczna jest miejscem, gdzie po raz pierwszy doświadczają bezwarunkowej akceptacji – i gdzie uświadamiają sobie, że taką akceptację mogą zacząć oferować także sobie samym.

Zdolność do wystarczania sobie samemu nie oznacza niepotrzebowania innych. Oznacza przychodzenie do innych ludzi jako pełny człowiek, a nie ktoś, kto potrzebuje być uzupełniony ich zgodą. Oznacza tworzenie, podejmowanie decyzji i życie z własnego centrum – a pochwałę, gdy nadejdzie, traktowanie jako miły bonus, nie jak tlen, bez którego nie można oddychać. To jest różnica, która zmienia wszystko.

Udostępnij