facebook
TOP zniżka już teraz! | Kod TOP zapewni Ci 5% zniżki na całe zakupy. | KOD: TOP 📋
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Są momenty, które każdego rodzica, dziadka lub wychowawcę zastają zupełnie nieprzygotowanego. Dziecko siedzi przy kolacji, kręci widelcem w makaronie i ni stąd, ni zowąd pyta: „Mamo, a ty też kiedyś umrzesz?" Serce na chwilę się zatrzymuje, łyżka zawisa w powietrzu, a w głowie zaczyna się karuzela myśli – co powiedzieć, jak to powiedzieć, ile zdradzić, a przede wszystkim jak nie skrzywdzić. Właśnie te sytuacje należą do najtrudniejszych wyzwań wychowawczych, mimo że na grupach rodzicielskich mówi się o nich znacznie rzadziej niż choćby o treningu snu czy pierwszym dniu w przedszkolu. A przecież sposób, w jaki rozmawiamy z dziećmi o śmierci, chorobie i strachu, kształtuje ich odporność emocjonalną na całe życie.

Śmierć, poważna choroba w rodzinie, strach przed ciemnością lub przed tym, że coś złego przydarzy się bliskim – to wszystko tematy, które dzieci przetwarzają inaczej niż dorośli. Nie mają jeszcze aparatu pojęciowego, by potrafić precyzyjnie nazwać swoje uczucia, i często wyrażają je zachowaniem: niepokojem, regresją, koszmarami sennymi, odmową jedzenia lub wręcz przeciwnie – przesadną wesołością, która maskuje wewnętrzny zamęt. Ignorowanie dziecięcych pytań lub zbywanie ich słowami „jesteś na to za mały" wprawdzie na chwilę przynosi ulgę dorosłemu, ale dziecko samo uzupełnia luki w opowieści – a jego wyobraźnia bywa często znacznie bardziej przerażająca niż rzeczywistość. Jak więc rozmawiać z dziećmi o śmierci, chorobie i strachu spokojnie i bez traumatyzowania? Odpowiedź nie jest prosta, ale istnieje kilka zasad, które wynikają z psychologii rozwojowej oraz z praktyki terapeutów dziecięcych i które może zastosować naprawdę każdy.

Zacznijmy od tego, co dzieje się w dziecięcym umyśle. Psycholog rozwojowy Maria Nagy już w połowie XX wieku opisała, że dzieci do mniej więcej piątego roku życia postrzegają śmierć jako coś tymczasowego i odwracalnego – podobnie jak gdy postać w bajce „zasypia", a potem się budzi. Między szóstym a dziewiątym rokiem zaczynają rozumieć, że śmierć jest nieodwracalna, ale często ją personifikują jako postać (kościotrupa, zjawę), a dopiero około dziesiątego roku przyjmują koncepcję śmierci jako uniwersalnego zjawiska biologicznego. Każda faza rozwojowa wymaga więc nieco innego podejścia i innych słów, ale jedna zasada obowiązuje we wszystkich grupach wiekowych: szczerość dostosowana do wieku jest zawsze lepsza niż milczenie. Amerykańska Akademia Pediatrii (AAP) w swoich zaleceniach wielokrotnie podkreśla, że dzieci potrzebują prawdziwych, prostych i zrozumiałych informacji, które pomogą im zorientować się w tym, co dzieje się wokół nich.

Wyobraźmy sobie konkretną sytuację. Sześcioletni Wojtek wraca z przedszkola i mówi, że babcia Marka „odeszła do nieba" i że Marek cały dzień patrzył przez okno. Mama Wojtka wie, że jej własna matka właśnie przechodzi chemioterapię, i nagle staje przed decyzją: czy powiedzieć Wojtkowi o chorobie babci, czy chronić go przed niepokojem? Decyduje się na drogę pośrednią. Siada z Wojtkiem na kanapie, bierze go za rękę i mówi: „Wiesz, babcia jest teraz chora i chodzi do lekarza, żeby jej pomógł. Czasem jest zmęczona i potrzebuje więcej odpoczynku, ale lekarze robią wszystko, co mogą." Wojtek zamyśla się, a potem pyta: „A umrze?" Mama przełyka ślinę i odpowiada: „Mamy nadzieję, że nie. Ale nawet gdyby stało się coś smutnego, będziemy tu razem i będziemy się sobą opiekować." Wojtek kiwa głową, chwilę milczy, a potem pyta, czy może włączyć bajkę. I to jest w porządku – dziecięca psychika przetwarza trudne informacje małymi dawkami, jak gąbka, która wchłania tylko tyle wody, ile jest w stanie unieść.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Dlaczego ważne jest, by nie lekceważyć dziecięcego strachu

Strach jest u dzieci zupełnie naturalną i ewolucyjnie użyteczną emocją. Problem pojawia się wtedy, gdy dorośli bagatelizują dziecięcy strach zdaniami typu „to przecież głupota" albo „duzi chłopcy się nie boją". Badania opublikowane w czasopiśmie Child Development pokazują, że deprecjonowanie dziecięcych emocji prowadzi do tego, że dzieci uczą się swoje uczucia tłumić, zamiast je w zdrowy sposób przetwarzać. A stłumione emocje mają tendencję do powracania – często w intensywniejszej formie i w mniej odpowiednim momencie.

Gdy dziecko się boi, potrzebuje przede wszystkim poczuć, że jego strach jest uprawniony. Zdanie „widzę, że się boisz, i to jest w porządku" potrafi zdziałać cuda. Nie dodaje strachu, jak obawiają się niektórzy rodzice, lecz wręcz przeciwnie – łagodzi go poprzez nazwanie. Neuronaukowiec Dan Siegel, autor książki The Whole-Brain Child, nazywa tę zasadę „name it to tame it" – nazwij to, żeby to oswoić. Gdy dziecko słyszy, że jego uczucie ma nazwę i że jest normalne, w mózgu aktywują się obszary odpowiedzialne za regulację emocji, a poziom stresu spada.

To oczywiście nie oznacza, że powinniśmy zasypywać dzieci szczegółowymi opisami chorób lub konfrontować je z informacjami, których nie są w stanie przetworzyć. Istnieje zasadnicza różnica między szczerością a przytłoczeniem. Dziecku, które pyta o śmierć domowego zwierzątka, nie musimy tłumaczyć fizjologii umierania. Wystarczy powiedzieć, że ciało chomika przestało działać, że już nie czuje bólu i że to normalne być smutnym. Kluczem jest odpowiadanie na to, o co dziecko naprawdę pyta, i niedodawanie informacji, o które nie prosiło. Większość dzieci w razie potrzeby zapyta ponownie – i to jest właśnie ten właściwy rytm.

Co ciekawe, kultura, w której żyjemy, niewiele nas do tych rozmów przygotowuje. Śmierć została w społeczeństwie zachodnim stopniowo wyparta z codziennego życia – umiera się w szpitalach, pogrzeby odbywają się w wąskim gronie, dzieci często się „oszczędza" i nie zabiera na ceremonię. Antropolożka Margaret Mead zauważyła kiedyś: „Gdy dziecko może uczestniczyć w procesie żałoby, uczy się, że smutek jest częścią życia, a nie jego końcem." I właśnie ta myśl rezonuje także ze współczesnymi podejściami w psychologii dziecięcej. Dzieci, które mają możliwość pożegnać się, położyć na grobie rysunek, zapalić świeczkę lub po prostu być obecne przy smutku dorosłych, uczą się, że ból jest do zniesienia i że po nim przychodzi ulga.

Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których potrzebna jest profesjonalna pomoc. Jeśli dziecko po stracie bliskiej osoby długotrwale odmawia jedzenia, nie może spać, zamyka się w sobie lub pojawiają się u niego wyraźne zmiany w zachowaniu trwające dłużej niż kilka tygodni, wskazane jest zwrócenie się do psychologa dziecięcego lub terapeuty. Organizacje takie jak Linka bezpečí (116 111) oferują wsparcie nie tylko dzieciom, ale także rodzicom, którzy nie są pewni, jak w danej sytuacji postępować.

Praktyczne zasady prowadzenia rozmów o trudnych tematach

Choć nie istnieje uniwersalna instrukcja, kilka sprawdzonych zasad może pomóc każdemu, kto znajdzie się w sytuacji, gdy musi porozmawiać z dzieckiem o czymś bolesnym:

  • Używaj jasnych słów. Zamiast eufemizmów takich jak „odszedł" czy „zasnął na zawsze" lepiej powiedzieć „umarł" lub „jego ciało przestało działać". Eufemizmy mogą u małych dzieci wywoływać zamęt – jeśli babcia „zasnęła", dlaczego dziecko nie miałoby się bać zasypiania?
  • Pozwól dziecku prowadzić rozmowę. Odpowiadaj na pytania, które zadaje, i nie narzucaj dodatkowych informacji. Jeśli dziecko nie pyta, nie oznacza to, że temat go nie interesuje – być może po prostu potrzebuje czasu.
  • Bądź dostępny wielokrotnie. Jedna rozmowa nie wystarczy. Dzieci wracają do trudnych tematów, często w niespodziewanych momentach – w wannie, w drodze do szkoły, przed snem.
  • Okazuj własne emocje w umiarkowany sposób. Gdy dziecko widzi, że dorosły jest smutny, ale sobie radzi, uczy się, że smutek nie jest zagrożeniem. Natomiast całkowicie „nieprzenikniony" rodzic może wysyłać dziecku sygnał, że emocji nie należy okazywać.
  • Zaproponuj rytuał lub konkretną czynność. Narysować obrazek dla chorego, posadzić kwiatek ku pamięci, stworzyć „pudełko wspomnień" – to wszystko daje dziecku poczucie, że może coś zrobić, i zmniejsza bezradność.

Te zasady nie są jedynie teoretyczne. Wynikają z pracy specjalistów, takich jak na przykład terapeutki z Dětského krizového centra, które na co dzień spotykają się z dziećmi przeżywającymi trudne sytuacje życiowe. Ich doświadczenie potwierdza, że dzieci, z którymi rozmawia się o trudnych tematach otwarcie i z wyczuciem, wykazują wyższy poziom odporności psychicznej w późniejszym wieku.

Warto też wspomnieć o roli książek i opowieści. Istnieje cały szereg wartościowych książek dla dzieci, które pomagają rozpocząć rozmowę o śmierci lub chorobie w sposób naturalny dla dzieci. Wśród czeskich tytułów można wymienić na przykład Jak to je, když je někdo nemocný wydawnictwa Portál czy przekład książki Drzewo wspomnień autorstwa Britty Teckentrup, która delikatnie przetwarza temat straty. Opowieści działają jak bezpieczna przestrzeń – dziecko może przeżywać emocje „na próbę" za pośrednictwem postaci, a potem wrócić do tematu we własnym tempie.

Wielu rodziców pyta też, czy warto zabierać dzieci na wizytę do szpitala do chorego krewnego. Jednoznaczna odpowiedź nie istnieje, ponieważ zależy to od konkretnej sytuacji, stanu chorego oraz wieku i charakteru dziecka. Ogólnie jednak obowiązuje zasada, że jeśli chory jest przytomny i sobie wizyty życzy, krótka i przygotowana wizyta może być lecznicza dla obu stron. Ważne jest, by wcześniej poinformować dziecko o tym, co zobaczy – „babcia będzie leżała w łóżku, będzie miała rurkę na ręce, ale nie bój się, to jej pomaga" – a po wizycie dać mu przestrzeń na pytania i ciszę.

Osobnym rozdziałem jest strach, który nie wiąże się z konkretnym wydarzeniem, lecz jest częścią normalnego rozwoju dziecięcego – strach przed ciemnością, przed potworami pod łóżkiem, przed burzą lub przed tym, że rodzice nie wrócą. Również tutaj obowiązuje ta sama zasada: nazwać, zaakceptować, nie oceniać. Dziecko, które słyszy „to nic takiego, żadne potwory nie istnieją", dostaje sygnał, że jego wewnętrzne przeżycie jest złe. Dziecko, które słyszy „rozumiem, że się boisz, zajrzyjmy razem pod łóżko", dostaje sygnał, że jego uczucie jest w porządku i że nie jest z nim samo.

Ostatecznie nie chodzi o to, by znaleźć idealne słowa. Idealne słowa nie istnieją i nikt z nas nie rozmawia z dziećmi jak z podręcznika. Chodzi o to, by być obecnym, szczerym i życzliwym – i nie bać się przyznać, że niektórych odpowiedzi po prostu nie znamy. Zdanie „nie wiem, ale jestem tu z tobą" ma dla dziecka znacznie większą wartość niż najlepiej sformułowane wyjaśnienie, które jest emocjonalnie puste. Dzieci bowiem nie czytają naszych słów tak uważnie jak nasz ton głosu, wyraz twarzy i to, czy naprawdę trzymamy je za rękę – dosłownie i w przenośni. I właśnie na tym polega najważniejsza lekcja: nie trzeba być idealnym rodzicem, wystarczy być rodzicem, który nie boi się być ludzki.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk