facebook
TOP zniżka już teraz! | Kod TOP zapewni Ci 5% zniżki na całe zakupy. | KOD: TOP 📋
Zamówienia złożone przed godziną 12:00 są wysyłane natychmiast. | Darmowa wysyłka powyżej 250 PLN | Bezpłatna wymiana i zwrot w ciągu 90 dni

Każdego dnia decydujemy, co zjemy na obiad lub kolację, i najczęściej myślimy głównie o smaku, cenie lub o tym, jak szybko zdołamy przygotować posiłek. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że właśnie te pozornie banalne decyzje mają na planetę ogromny wpływ – w niektórych przypadkach nawet większy niż latanie samolotem. Brzmi to przesadnie? Liczby mówią jasno i warto przyjrzeć im się z bliska.

Kiedy mowa o „śladzie węglowym", większość ludzi wyobraża sobie dymiące kominy, zakorkowane autostrady lub zatłoczone lotniska. Tymczasem system żywnościowy według obszernego badania opublikowanego w czasopiśmie Science w 2018 roku odpowiada za około 26% wszystkich globalnych emisji gazów cieplarnianych. Jego autor Joseph Poore z Uniwersytetu Oksfordzkiego podsumował wówczas sytuację słowami, które od tego czasu obiegły świat: „Przejście na dietę roślinną jest prawdopodobnie najważniejszą rzeczą, jaką jednostka może zrobić, aby zmniejszyć swój wpływ na planetę – więcej niż ograniczenie latania czy kupno samochodu elektrycznego." To badanie opublikowane w Science przeanalizowało dane z niemal 40 000 farm w 119 krajach, a jego wnioski do dziś należą do najczęściej cytowanych w tej dziedzinie.

Aby zrozumieć, dlaczego ślad węglowy jedzenia to tak istotny temat, musimy najpierw przyjrzeć się temu, co właściwie kryje się za każdym kęsem na naszym talerzu. Emisje gazów cieplarnianych związane z żywnością nie powstają bowiem tylko podczas gotowania na kuchence. Obejmują cały łańcuch – od przekształcania lasów w grunty rolne, przez produkcję nawozów, hodowlę zwierząt gospodarskich, przetwarzanie żywności, pakowanie, transport, aż po magazynowanie i wreszcie utylizację odpadów. I właśnie w tym łańcuchu kryją się niespodzianki, które wielu z nas zmuszą do przewartościowania utrwalonych wyobrażeń o tym, co jest, a co nie jest „ekologicznym" jedzeniem.

Weźmy na przykład wołowinę. Jeden kilogram wołowiny produkuje średnio około 60 kilogramów ekwiwalentu CO₂ – to liczba, która obejmuje metan z trawienia przeżuwaczy, podtlenek azotu z nawożenia pastwisk, emisje z produkcji pasz i wylesianie pod nowe pastwiska. Dla porównania: lot w obie strony z Pragi do Barcelony produkuje około 500 kilogramów CO₂ na osobę. To oznacza, że jeśli ktoś zjada rocznie zaledwie osiem kilogramów wołowiny więcej niż wynosi średnia, jego „mięsny" ślad węglowy dorównuje jednemu takiemu lotowi. A przeciętny Czech spożywa rocznie około ośmiu kilogramów wołowiny, przy czym całkowite spożycie mięsa w Czechach wynosi około 80 kilogramów na osobę rocznie, jak wynika z danych Czeskiego Urzędu Statystycznego.

Jednak ślad węglowy jedzenia to nie tylko kwestia mięsa. Zaskakująco duży wpływ mają też niektóre produkty spożywcze, które intuicyjnie uznalibyśmy za nieszkodliwe. Ryż uprawiany na zalewanych polach produkuje znaczne ilości metanu – na całym świecie pola ryżowe odpowiadają za około 1,5% wszystkich emisji gazów cieplarnianych, co jest porównywalne z całym przemysłem lotniczym. Czekolada, zwłaszcza ta pochodząca z Afryki Zachodniej lub Ameryki Południowej, niesie na swoich barkach emisje z wylesiania lasów tropikalnych. A na przykład ser, ulubiony składnik czeskiej kuchni, ma ślad węglowy mniej więcej trzykrotnie wyższy niż mięso drobiowe, ponieważ do wyprodukowania jednego kilograma sera potrzeba około dziesięciu litrów mleka.

Z drugiej strony istnieją produkty spożywcze, których wpływ jest zaskakująco niski. Rośliny strączkowe – soczewica, fasola, ciecierzyca – należą do najbardziej efektywnych źródeł białka pod względem emisji. Kilogram soczewicy produkuje około 0,9 kilograma ekwiwalentu CO₂, czyli mniej więcej siedemdziesiąt razy mniej niż kilogram wołowiny. Ponadto rośliny strączkowe dzięki symbiotycznym bakteriom na swoich korzeniach wiążą azot z atmosfery, a tym samym zmniejszają zapotrzebowanie na nawozy sztuczne. Podobnie niski ślad mają orzechy, sezonowe warzywa i owoce uprawiane w lokalnych warunkach.


Wypróbuj nasze naturalne produkty

Co ma większy wpływ niż samolot – i dlaczego o tym nie wiemy

Pytanie, dlaczego o śladzie węglowym jedzenia mówi się tak mało w porównaniu z transportem czy energetyką, jest interesujące samo w sobie. Częściowo dlatego, że emisje z systemu żywnościowego są rozproszone – nie pochodzą z jednego wielkiego komina, lecz z milionów farm, magazynów, ciężarówek i domowych kuchni. Częściowo także dlatego, że jedzenie jest głęboko osobistym tematem, który dotyka kultury, tradycji i tożsamości. Powiedzieć komuś, żeby mniej latał, jest społecznie bardziej akceptowalne niż powiedzieć mu, żeby jadł mniej mięsa.

Mimo to fakty mówią jasno. Organizacja Our World in Data, prowadzona przez badaczy z Uniwersytetu Oksfordzkiego, na swoim przeglądzie wpływu żywności na środowisko pokazuje, że zmiana składu diety ma znacznie większy wpływ niż to, skąd jedzenie pochodzi. Popularne przekonanie, że kluczem do zrównoważonego rozwoju jest kupowanie lokalnej żywności, jest wprawdzie sympatyczne, ale z punktu widzenia emisji nieco mylące. Transport stanowi bowiem średnio tylko około 6% całkowitego śladu węglowego żywności. W przypadku wołowiny jest to nawet mniej niż 1%, ponieważ zdecydowana większość emisji powstaje bezpośrednio w gospodarstwie.

To nie znaczy, że lokalna żywność nie ma sensu – ma, i to z kilku powodów: wspiera lokalną gospodarkę, bywa świeższa, a kupując ją, człowiek zyskuje lepszą orientację w tym, gdzie i jak została wyprodukowana. Ale jeśli chodzi wyłącznie o zmniejszenie śladu węglowego, wybór tego, co jemy, jest ważniejszy niż to, skąd to jemy. Paradoksalnie więc roślinny burger przywieziony z zagranicy może mieć mniejszy wpływ ekologiczny niż wołowy stek od lokalnego rolnika.

Spójrzmy na konkretny przykład z realnego życia. Wyobraźmy sobie rodzinę Nováków z Brna – dwoje dorosłych i dwoje dzieci. Pan Novák uwielbia grillowanie i rodzina spożywa wołowinę mniej więcej trzy razy w tygodniu, do tego regularnie sery i przetwory mleczne. Ich roczny ślad węglowy tylko z jedzenia może wynosić około sześciu ton ekwiwalentu CO₂. Gdyby rodzina ograniczyła wołowinę do raz w tygodniu, zastąpiła część mięsnych posiłków roślinami strączkowymi i zmniejszyła marnowanie żywności, mogłaby obniżyć swój „żywnościowy" ślad o jedną trzecią, czyli o około dwie tony CO₂ rocznie. To odpowiada mniej więcej jednemu lotowi w obie strony do Rzymu dla całej czteroosobowej rodziny. A przy tym nie wymagałoby to żadnej radykalnej zmiany stylu życia – jedynie bardziej przemyślanych zakupów i odrobiny eksperymentowania w kuchni.

Co możesz zmienić sam

Dobrą wiadomością jest to, że w odróżnieniu od wielu innych źródeł emisji ślad węglowy jedzenia jest czymś, na co wpływ może mieć naprawdę każdy. Nie musisz czekać na decyzje polityczne, nie musisz inwestować w panele słoneczne i nie musisz rezygnować z samochodu. Wystarczy zacząć od talerza. I nie musisz przy tym zostawać weganinem – nawet częściowe zmiany mają mierzalny efekt.

Pierwszym i najskuteczniejszym krokiem jest ograniczenie spożycia wołowiny i baraniny. Nie musi chodzić o całkowite wykluczenie, ale na przykład o przejście z codziennej konsumpcji na raz do dwóch razy w tygodniu. Zastąpienie wołowiny drobiem lub rybami zmniejsza ślad węglowy danego posiłku mniej więcej pięcio- do dziesięciokrotnie. Zastąpienie roślinami strączkowymi – jeszcze bardziej.

Drugim zasadniczym krokiem jest ograniczenie marnowania żywności. Według Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) na całym świecie wyrzuca się mniej więcej jedną trzecią wszystkich wyprodukowanych produktów spożywczych. W Czechach według szacunków wynosi to około 80 kilogramów żywności na osobę rocznie. Każdy wyrzucony jogurt, każde zwiędłe warzywo i każda zeschła bułka to zbędne emisje – nie tylko z produkcji, ale także z rozkładu na wysypiskach, gdzie odpady organiczne wytwarzają metan.

Trzecim krokiem jest świadomy wybór żywności według sezonu. Pomidory uprawiane zimą w ogrzewanych szklarniach mają kilkukrotnie wyższy ślad węglowy niż te, które dojrzewają latem na polu. Podobnie jest z owocami i warzywami transportowanymi drogą lotniczą – i tutaj ważne jest rozróżnienie między transportem morskim a lotniczym. Banany, choć pochodzą z tropików, podróżują statkiem, a ich ślad węglowy z transportu jest zaskakująco niski. Natomiast świeże owoce jagodowe poza sezonem często podróżują samolotem, co dramatycznie zwiększa ich ślad.

Kolejnym czynnikiem wartym wspomnienia jest sposób odżywiania się i robienia zakupów. Gotowanie w domu ze świeżych składników ma na ogół niższy ślad węglowy niż spożywanie wysoko przetworzonych produktów, które przeszły energochłonną produkcję przemysłową. Planowanie jadłospisu na cały tydzień, zakupy z listą i prawidłowe przechowywanie żywności – to wszystko proste nawyki, które oszczędzają nie tylko planetę, ale i portfel.

Interesującą rolę w całym równaniu odgrywa również sposób prowadzenia rolnictwa. Rolnictwo regeneratywne, które kładzie nacisk na zdrowie gleby, płodozmian i minimalizację orki, może znacząco zmniejszyć emisje z produkcji roślinnej, a jednocześnie zwiększyć zdolność gleby do magazynowania węgla. W Czechach temu podejściu poświęca się coraz więcej rolników i organizacji, co jest obiecującym trendem. Wspieranie takich gospodarstw – czy to poprzez bezpośredni zakup, czy wybór certyfikowanych produktów – to kolejny sposób, w jaki konsument może przyczynić się do zmiany.

Nie można pominąć również rosnącej oferty roślinnych alternatyw, które dziś można znaleźć w zwykłych supermarketach i wyspecjalizowanych sklepach internetowych. Roślinne burgery, mleko owsiane, tofu czy tempeh już dawno nie są domeną wąskiej grupy entuzjastów. Ich walory smakowe w ostatnich latach dramatycznie się poprawiły i dla wielu ludzi stanowią naturalny sposób na zmniejszenie udziału produktów zwierzęcych w diecie, bez poczucia, że z czegoś rezygnują.

Gdy się nad tym zastanowimy, jest właściwie zdumiewające, jak wielką moc mamy jako konsumenci. Każdy zakup to głosowanie – nie tylko portfelem, ale i za określony sposób traktowania krajobrazu, zwierząt i zasobów naturalnych. I podczas gdy zmiana miksu energetycznego kraju czy transformacja systemu transportowego to procesy trwające dekady, zmienić zawartość swojego talerza możemy dosłownie od jutra.

Ślad węglowy jedzenia to temat, który zasługuje na znacznie więcej uwagi, niż dotychczas otrzymuje. Nie chodzi o to, by kogoś zawstydzać czy moralizować – chodzi o zrozumienie, że nasze codzienne decyzje mają realne konsekwencje i że wiele z najskuteczniejszych rozwiązań kryzysu klimatycznego nie leży w technologiach przyszłości, lecz na naszym stole. A co ma większy wpływ niż samolot? Czasem po prostu to, co zjemy na obiad.

Udostępnij to
Kategoria Wyszukiwanie Twój koszyk