Skandynawski sposób na pozbycie się rzeczy
Już sama nazwa brzmi nieco niepokojąco. Sprzątanie śmierci – to przecież nie może być nic przyjemnego, a tym bardziej modny trend, który ktoś dobrowolnie by wypróbował. A jednak właśnie ten koncept ze Szwecji rozlewa się po świecie jak lawina i zmienia sposób, w jaki ludzie myślą o swoich rzeczach, swojej przestrzeni, a w końcu i o własnym życiu. Kto raz się w niego zagłębi, zazwyczaj odkrywa, że jest to jeden z najbardziej uwalniających rytuałów porządkowania, jakie kiedykolwiek wypróbował.
Po szwedzku to podejście nazywa się döstädning – dö oznacza śmierć, städning oznacza sprzątanie. Pojęcie spopularyzowała szwedzka autorka Margareta Magnusson w swojej książce The Gentle Art of Swedish Death Cleaning, która ukazała się w 2017 roku i szybko stała się międzynarodowym bestsellerem. Magnusson opisuje w niej, jak stopniowo porządkowała majątek swoich zmarłych bliskich oraz własne zbiory rzeczy, i uświadomiła sobie, jakim ciężarem jest gromadzenie rzeczy – nie tylko dla nas samych, ale przede wszystkim dla tych, którzy pozostaną po nas.
Wypróbuj nasze naturalne produkty
Czym właściwie jest döstädning i dlaczego nie jest tylko dla seniorów
W przeciwieństwie do tego, co mogłaby sugerować nazwa, nie chodzi o ponury rytuał pełen smutku. Chodzi raczej o świadome i łagodne oczyszczenie swojego otoczenia z myślą o tym, co stałoby się z waszymi rzeczami, gdybyście pewnego dnia was tu nie było. Brzmi surowo, ale w praktyce jest wyzwalające. Myśl jest prosta: co odziedziczyliby wasi bliscy, gdybyście jutro umarli? Stos niepotrzebnych rzeczy, z którymi nie wiedzieliby co zrobić? Czy dobrze uporządkowaną przestrzeń, w której każda rzecz ma swoją historię i sens?
Magnusson sama mówi: „Döstädning nie oznacza, że powinniście pozbawić swój dom wszelkiej radości. Chodzi o to, żeby wasz dom był pełen rzeczy, które kochacie, i pozbycie się wszystkiego pozostałego." Ta myśl rezonuje z wieloma ludźmi w różnym wieku – i właśnie dlatego döstädning nie jest wyłącznie sprawą seniorów, jak mogłoby się wydawać. Coraz więcej trzydziestolatków i czterdziestolatków przyjmuje go jako profilaktyczny krok ku bardziej świadomemu życiu.
Weźmy przykład z prawdziwego życia: Jana, czterdziestoczteroletnia nauczycielka z Brna, rozpoczęła swój döstädning po tym, jak pomagała matce poradzić sobie ze spuścizną po babci. Spędziła trzy weekendy na sortowaniu rzeczy, o których istnieniu nawet nie wiedziała – stare meble, pudełka pełne listów, ubrania z lat pięćdziesiątych. „To było fizycznie i emocjonalnie wyczerpujące" – mówi. „Wtedy powiedziałam sobie, że tego swoim dzieciom nie zrobię." Zaczęła stopniowo przeglądać własne gospodarstwo domowe, oddała rzeczy, których nie używała, i odkryła, że czuje się lżej niż przez całe lata.
Takich historii są tysiące. I nie chodzi tylko o sentymentalną ulgę – chodzi o realną zmianę stosunku do majątku, przestrzeni, a w końcu i do własnej przeszłości.
Jak döstädning działa w praktyce
Jedną z największych zalet tego podejścia jest to, że nie ma ścisłych zasad ani rygorystycznego systemu, którego trzeba by przestrzegać co do joty. W przeciwieństwie do innych popularnych metod porządkowania – na przykład japońskiej metody KonMari Marie Kondō, która pyta, czy rzecz „sprawia radość" – döstädning pyta inaczej: Czy ta rzecz będzie komuś przeszkadzać, gdy mnie tu nie będzie? Ta perspektywa jest jednocześnie trzeźwa i głęboko empatyczna.
W praktyce oznacza to zaczynanie od rzeczy najprostszych – ubrania, przybory kuchenne, książki, których nigdy nie czytacie, sprzęt elektryczny o wątpliwej przyszłości. Dopiero potem przychodzi kolej na rzeczy o bardziej wrażliwym charakterze – fotografie, listy, osobiste notatki. Magnusson zaleca nawet stworzenie tak zwanej „tajnej szuflady" – miejsca, w którym przechowywane są rzeczy zbyt osobiste, by mógł je zobaczyć ktokolwiek inny, z wyraźnym poleceniem, aby po waszej śmierci została zniszczona bez zaglądania do środka.
Ten proces nie dotyczy tylko przestrzeni fizycznej. Jest to również głęboko psychologiczny proces. Badania z zakresu psychologii środowiska pokazują, że przepełnione domy zwiększają poziom kortyzolu – hormonu stresu – i obniżają zdolność koncentracji. Pozbycie się niepotrzebnych rzeczy dosłownie obniża stres i poprawia dobrostan psychiczny. To nie tylko kwestia estetyki, ale decyzja zdrowotna.
Döstädning nie wyklucza przy tym zasad zrównoważonego rozwoju, które są dziś coraz ważniejsze. Rzeczy, które sortujecie, nie muszą trafiać do kosza. Ubrania, z których wyrośliście lub które po prostu przestały wam pasować, można oddać na cele charytatywne lub wymienić w swap shopach. Sprawne urządzenia mogą znaleźć nowy dom za pośrednictwem platform z ogłoszeniami. Książki wędrują do antykwariatów lub biblioteczek społecznościowych. Döstädning i zrównoważone podejście do życia idą ręka w rękę – oba wynikają z szacunku do rzeczy i świadomego obchodzenia się z tym, co posiadamy.
Dlaczego ten trend pojawia się właśnie teraz
Byłoby naiwne myśleć, że döstädning powstał w próżni. Jego popularność nie jest przypadkowa – pojawia się w czasach, gdy społeczeństwo coraz bardziej zmaga się z przesyceniem konsumpcją, cyfrowym szumem i poczuciem, że rzeczy rządzą nami bardziej niż my nimi. Statystyki mówią jasno: według badań UCLA Center on Everyday Lives of Families amerykańskie rodziny posiadają średnio ponad 300 000 przedmiotów. Choć są to dane amerykańskie, sytuacja w czeskich gospodarstwach domowych niewiele się różni – piwnice, strychy i garaże pełne rzeczy „które może się jeszcze przydadzą" są w naszej kulturze niemal tradycją.
Pokolenie dzisiejszych czterdziestolatków i pięćdziesięciolatków doświadcza ponadto specyficznej presji: to oni dziedziczą po rodzicach i dziadkach, a jednocześnie starają się przekazać swoim dzieciom jak najmniej ciężarów. Stoją dosłownie między dwiema falami gromadzenia rzeczy, a döstädning oferuje im sposób na wyrwanie się z tego uścisku.
Do popularności trendu przyczynia się również rosnące zainteresowanie nordyckim stylem życia w ogóle. Koncepty takie jak hygge (duńskie poczucie przytulności i dobrostanu) czy lagom (szwedzka zasada „w sam raz") zdobyły ogromną popularność poza Skandynawią – i döstädning naturalnie do nich przylega jako ich praktyczna, namacalna forma. Nie chodzi tylko o estetykę, ale o filozofię: mniej rzeczy, więcej obecności.
Co ciekawe, döstädning różni się od minimalizmu, z którym bywa czasem mylony. Minimalizm dąży do jak najmniejszej liczby rzeczy jako celu samego w sobie. Döstädning nie jest ascetyzmem – chodzi o świadomy wybór. Możecie posiadać kolekcję książek, porcelanowych figurek lub płyt winylowych i nadal praktykować döstädning, jeśli wiecie, dlaczego te rzeczy macie, komu je kiedyś przekażecie i co się z nimi stanie.
Praktykowanie döstädningu może być również okazją do rozmów, których inaczej być może nigdy byśmy nie odbyli. Gdy przeglądacie stare fotografie z rodzicami lub dziadkami, odkrywacie historie, które inaczej zniknęłyby wraz z rzeczami. Kim była osoba na tej starej fotografii z 1962 roku? Skąd wziął się ten stary kufer podróżny? Te rozmowy mają wartość, której żadne sprzątanie nie wymaże – wręcz przeciwnie, döstädning bezpośrednio je wywołuje.
Dla tych, którzy chcą zacząć, ale nie wiedzą jak, istnieje kilka prostych zasad. Nie trzeba zaczynać od całego domu naraz – wystarczy jedna szuflada, jedna półka, jedno pudełko. Kluczem jest regularność i celowość, nie szybkość. A jeśli podczas sortowania ogarnie was smutek lub nostalgia, to normalne – döstädning nie polega na tłumieniu emocji, ale na ich przepracowaniu poprzez rzeczy, które zgromadziliśmy.
- Zacznijcie praktycznie – ubrania, wyposażenie kuchni, książki
- Przejdźcie do rzeczy z historią – fotografie, listy, pamiątki
- Zostawcie na koniec to, co najbardziej wrażliwe – osobiste notatki, rzeczy o głębokim ładunku emocjonalnym
- Oddawajcie, nie wyrzucajcie – rozważcie cele charytatywne, swap, serwisy ogłoszeniowe lub dzielenie się w społeczności
- Włączcie rodzinę – pytajcie, kto na czym mu zależy, póki jest czas
Döstädning ostatecznie nie jest o śmierci. Jest o życiu – o tym, jak żyć je bardziej świadomie, z mniejszym ciężarem i większą lekkością. Chodzi o wiedzę, że rzeczy, które nas otaczają, są tam dlatego, że świadomie je wybraliśmy, nie dlatego, że po prostu się tam nagromad ziły. I być może jest to jeden z najpiękniejszych darów, jaki możemy przygotować zarówno sobie, jak i tym, których kochamy – przestrzeń oczyszczona z niepotrzebnego, w której pozostaje tylko to, co naprawdę się liczy.